Czy możemy jeszcze naszych obecnych polityków czegoś nauczyć? Oczywiście, że tak! Zajmie to jednak trochę czasu... Zanim jednak nauczą się ze sobą rozmawiać, nie doprowadzać do kłótni, rozumieć drugą stronę i przyjąć jej punkt widzenia, to miną wieki i właśnie oni wyedukują z pokolenia młodych ludzi następnych krzykaczy, aktywistów partyjnych, którzy ślepo wierzą w to, że ich przywódcy są nieomylni. Doprowadzi nas to do tego samego punktu, z którego wyruszyliśmy dziś. Zatem za 5, 10, 15 lat znowu będziemy mieli taki sam poziom dyskusji i spory międzypartyjne:-)
Jeżeli zechcielibyśmy tego uniknąć i iść szybkimi kroki naprzód, to powinniśmy dziś uczyć w szkołach tolerancji, dyskusji bez zacietrzewiania się, umiejętności przyjmowania punktu widzenia rozmówcy, szukania największej możliwej liczby rzeczy, które nas łączą i wspólnych celów i korzyści z ich realizacji dla całego narodu i Państwa itd. Powinniśmy... Ale czy jest choć jedna szkoła, która ma przedmiot, na którym prowadzi się wykłady i ćwiczenia tego typu? Sądzę, że nie. Jeżeli gdzieś jest jakiś przedmiot, to jest to psychologia teoretyczna, socjologia itd. Żadna z nich nie nauczy nas jednak tego: "JAK SIĘ ZACHOWYWAĆ, BY INNI NAS LUBILI I ROZUMIELI ?"
Takich przedmiotów nie ma na żadnej uczelni, a jeśli są, to tylko udają, że uczą czegoś konkretnego. A czy ja jestem alfą i omegą? Również nie jestem ! Staram się jednak przyjąć postawę ucznia i zmieniać swoje nawyki. Cóż z tego, że zacznę zmieniać innych? Nikt tego nie chce! A ja mogę się zmieniać na lepsze, bo nie wzbudzę tym niechęci innych. Nie inni mają się zmieniać! Każdy z nas powinien zmienić siebie na człowieka, porzucić tę wilczą skórę, a inni zrobią to samo!
Czy doświadczyliście Państwo takiej rzeczy jak zanikająca złość rozmówcy, kiedy zostanie doceniony? Kiedy zauważymy w nim nie tylko przeciwnika, ale i człowieka, który ma nieco odmienne zdanie, natychmiast spuszcza gaz z syfonu i nie burzy się jak sodowa w szklance, zaczyna trzeźwiej myśleć i może kiedyś nawet przyzna nam rację...
Nie jestem odkrywcą! Nie jestem pomysłodawcą ani nowatorem! To wszystko już zostało opisane, ale autora ujawnię na końcu cyklu opowiadań:-) I najciekawsze, że to działa, bo każdy z nas jest człowiekiem i ma podobne potrzeby (te główne).
Przykład: po co obwiniać o wszystko braci Kaczyńskich? Nawet jeśli to ich wina, to czy to coś da? Nic nie da, bo zrzucą winę na PO. Jak będzie gradobicie na Ziemi Lubuskiej i po winogronach nic nie zostanie, to rząd atakowany przez właścicieli winnic zrzuci odpowiedzialność za gradobicie na PO. Jeśli SLD przyłoży w bok rządowi, to będzie odpowiedzialny za cyklon nad Zatoką Perską!
Krytykowany zawsze się tłumaczy, że chciał dobrze, że to wcale nie jest takie złe co wymyślił czy zrobił i właściwie nie mógł inaczej. Zawsze można wytłumaczyć coś potrzebą chwili...
Ale to samo jest z innymi... Każdy chce być ważny, mieć władzę itd. Kiedy zaś czuje się niedoceniony, pełni rolę biernego obserwatora czyichś rządów, to zamienia się najczęściej w pierwszego krytykanta na świecie:-) Do czego go to doprowadza? Do kłótni!
A przypomnijmy sobie z domu każdą kłótnię... Czy ktoś z niej wychodził zwycięsko? Nikt! Nawet pozorne położenie przeciwnika na łopatki, zbombardowanie go argumentami nie do odparcia, nie pozwoliło nam wygrać, bo druga strona czuła się urażona i duma nie pozwalała jej przyznać nam racji.
Efekt - klapa.
Zamiast przedmiotu takiego jak wiedza o społeczeństwie czy jak tam to można nazwać, powinien być przedmiot: Jak rozumieć i pokochać ludzi ?
I jak zrobić, by Ci ludzie nas rozumieli i kochali.
Panie Ministrze Giertych!
Do roboty i wprowadzić taki przedmiot! Książka już jest, a nauczyciele się znajdą, bo po przestudiowaniu tej książki wiele osób będzie mogło tego przedmiotu uczyć:-)
cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze