Wzajemnie się ludzie atakują, potem się kłócą ze sobą i w końcu pozostają wrogo do siebie nastawieni. Każdy ma prawo do swojego zdania, opinii i swojego poglądu na daną sprawę i to nie ulega wątpliwości. Ale czy kłótnie o listę lektur coś dadzą? Owszem! Upuszczą nam trochę gazu z naszego wewnętrznego syfonu! I tyle!
Nie jest istotne to, że w lekturach braknie utworów tego czy tamtego pisarza, kiedy proces nauczania-uczenia się języka polskiego w szkole jest zaburzony na samym początku edukacji...
Kiedy nasze dzieci piszą źle od zerówki czy pierwszej klasy, czytają źle, słabo czy tylko sylabizują, a otrzymują promocję do klasy wyższej, to trudno się dziwić, że nikt nie czyta nawet Mickiewicza czy Norwida. Nie wspominam już o innych autorach i niech oni mi to wybaczą:-)
Nie pobudzamy wyobraźni małych dzieci, bo nie przygotowujemy ich do pisania i czytania. Dziś tak zwane czytanie ze zrozumieniem jest wśród młodych ludzi rzadkością, a powodów tego należy upatrywać w edukacji wczesnoszkolnej.
Gdybyśmy dzieciom baśnie czytali, to dziecko musiałoby poruszyć swą wyobraźnię i cały obraz istniejący w baśni w swojej małej główce stworzyć! Ale my wolimy puścić dziecku coś na kształt baśni w TV... I od początku przyzwyczajamy dziecko do gotowego obrazu. A rozwój wyobraźni? A co to jest wyobraźnia? Ludzie już zapomnieli...
Ujrzałem również wypowiedź jednego redaktora, że lepiej wykreślić Kochanowskiego i Krasickiego z lektur niż literaturę współczesną... Można mieć takie poglądy. Ja tam potrafię jednak w Krasickim znaleźć więcej niż u współczesnych. Mnie przynajmniej tego nauczono.
Poruszajmy wyobraźnię dziecka czytając mu, to potem będzie łatwiej namówić je do samodzielnego czytania...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)