Sam pomysł, by mniejsze i średnie kraje miały coś w UE do powiedzenia jest dobry. Dlatego nie należy się dziwić, że obstajemy przy tym sposobie liczenia głosów.
Można jednak mieć wspaniały pomysł na cokolwiek i tak go przedstawić, ze inni poczują się urażeni. Nie dość, że chcemy ograniczyć rolę Niemiec w UE, to robimy to bardzo nieskutecznie. Nie idzie przecież o drażnienie wszystkich dookoła swoją nieustępliwością. Udowadnianie komuś swoich racji poprzez świetną argumentację najczęściej do niczego nie doprowadzi, bo strona przeciwna w dyskusji czuje się urażona. Zraniona duma nie pozwala przyznać racji oponentowi. I tak wygląda nasza polityka zagraniczna...
Jesteśmy pomysłowi, ale również nieskuteczni w zjednywaniu sobie popleczników i przyjaciół. Wtedy nikt nas nie lubi i pozostajemy sami. A to jest woda na młyn Putina. USA będzie się od Polski izolować, bo cóż znaczyć będziemy, gdy kłócimy się z całą Europą i Rosją?
Pozostaniemy sami, skłóceni ze wszystkimi...A czy nie warto było wcześniej po cichu zabiegać o zwolenników systemu pierwiastkowego? A jak byśmy już mieli kilka państw UE za sobą, to wtedy można byłoby się pokusić o przeprowadzenie tego pomysłu bez bólu i izolacji Polski na arenie międzynarodowej.
Zamiast umierać za pierwiastek trzeba być skuteczniejszym w dyplomacji i zdobywać zwolenników. No ale dynamizm jednej pani minister jest przecież udowodniony... To raczej jednak dynamit podłożony pod Polskę. I ten dynamit należy z MSZ RP jak najszybciej usunąć. Tym bardziej, że jest to raczej cicho siedzący niewypał.
Niech wróci ktoś, kto ma jakiś dynamizm w sobie. Ten przelewający się makaron na durszlaku, który sam określa się najbardziej dynamicznym ministrem spraw zagranicznych trzeba wreszcie odcedzić i do kosza wywalić. Zbyt dużo "kleszczonki" w garnku pozostaje, gdy makaron bez jaj.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)