Znowu się niektórzy czepiają prof. Sadurskiego. Uznają bowiem, że użycie mianownika zamiast wołacza w tytule notki czyni wielkie zubożenie języka polskiego, jest niepoprawne itd.
Zastanówmy się jak na co dzień mówimy i co na to uzus.
To, co kiedyś było normą nie musi być normą dzisiaj. Popełniamy wiele błędów, które później stają się formą ogólnie przyjętą. Z niektórymi należy walczyć do upadłego, bo stoją jeszcze za tym względy językowe (rdzeń i inne).
Obecnie większość ludzi nie stosuje wołacza, gdy ma do czynienia z rzeczownikami rodzaju męskiego w formie imienia danej osoby. Zamieniamy wołacz na mianownik i czynimy to powszechnie:
Darek idź stąd!
Maciek! Podaj mi ręcznik! itp.
A powinno być: Darku idź stąd! i Maćku! Podaj mi ręcznik!
Inne rzeczowniki rodzaju męskiego stosujemy w wołaczu.
Bracie! Tak się nie godzi!
Kamieniu! Wpadnij do dołka, proszę...
U rzeczowników rodzaju żeńskiego częściej stosujemy formę wołacza automatycznie, gdyż jest zupełnie odmienna od każdego przypadku.
Wodo! Matko! Ziemio! Jadwigo! Anno!
Ale przy zdrobnieniach imion już jest częściej mianownik:
Anka! Zośka! Gośka! a formy: Anko! Zośko! Gośko!
są wyjątkowo śmieszne i odbierane jako nienaturalne.
Zatem należałoby od podstawówki wpajać w umysły funkcję wołacza i pokazywać do czego on służy i kiedy go stosować.
W tej chwili kanonem staje się używanie formy mianownika przy imionach rodzaju męskiego.
Ja bym tu był za obocznością i stosował na równi obie formy. Ciekawe co na to prof. Bralczyk, prof. Pisarek i prof. Miodek....
Jestem sarkastyczny, a każdą krytykę uważam za konstruktywną. Bo jak ktoś dostrzega błąd i to sygnalizuje, krytykuje, to nie musi mieć sposobu na zmianę. Ważne, że dostrzega błąd, zło - oczywiście jej czy jego zdaniem, z którym mogę, ale nie muszę się zgodzić. Każda krytyka coś wnosi, nie tylko ta, która daje gotowy pomysł zmiany.
Komentarze
Pokaż komentarze (10)