Polska? A gdzie to...
A na wschód od Berlina. Ach, na wschód. A daleko?
Pani Clinton, Hillary, była umówiona z Sikorskim. Tak mówił Sikorski. I pojechał z oficjalną wizytą do USA, jako szef naszej dyplomacji. A nie prywatnie. Czy Clinton też to mówiła, (że jest z Sikorskim umówiona) nie wiadomo. Nasi korespondenci z Waszyngtonu nie donoszą na temat ani słowem, co wiadomo w tej materii. Mamy tam jeszcze w ogóle jakichś korespondentów?
Pan prezydent Obama dzwonił, nie tak dawno to było, w nocy do Tuska. Ale Tusk telefonu nie odebrał. Tak podano oficjalnie. Obama dzwonił także w tym samym czasie do Pragi. I czeski premier telefon odebrał. Więc widać wyraźnie, że czeskiemu premierowi (o niemieckim nazwisku) nikt z Polaków nie doradzał. Pan Obama zrezygnował z rozmieszczania rakiet, o czym mówił już wiele miesięcy wcześniej, Że zrezygnować zamierza. Więc nie wiadomo, czemu informować o swej ostatecznej decyzji chciał Tuska po północy. Tylko, że to w Europie było wtedy po północy, a u Obamy było późne popołudnie. Ale nie wybuchła żadna wojna przecież, więc zadzwonić można było, gdy i w Europie jest dzień.
Prezydent Obama dostał Nobla, pokojowego. Za wywołanie nadziei na nowy pokój i na lepszą atmosferę ku niemu. Zwłaszcza w Skandynawii lubią taką dobrą atmosferę. Jako jedna z pierwszych zareagowała kanclerz Niemiec, Angela Merkel. Wyraziła radość i zadowolenie. Czy naprawdę tak sądziła? A kogo to obchodzi. Dyplomacja rządzi się swoimi prawami. A Berlin nie leży na zachód od Warszawy, ale na wschód od Paryża. A ta Warszawa to gdzieś tam w Europie jest. Na wschodzie.
Czy ja dobrze pamiętam, że to minister Sikorski opowiadał jakieś dowcipy na temat Obamy, gdy ten prezydentem został. Czy tylko mi się śniło?
Polska leży gdzieś na wschód od Berlina. Europa leży w ogóle daleko od USA. W Berlinie to wiedzą. W Warszawie niekoniecznie. I łatwo zapominają w tej samej Warszawie, że był już taki prezydent USA, bardzo nam przychylny rzecz jasna, Ronald Reagan się nazywał. A był nam przychylny, bo agent Kukliński mógł wówczas dla amerykańskiego wywiadu pracować. Agenta nazywamy teraz bohaterem narodowym. I znowu chętnie zapominamy, iż, mimo, że ówczesne władze USA doskonale wiedziały o planach wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, nie zrobiły absolutnie nic. Nie ostrzeżono nawet nikogo w ramach kierownictwa polskiej, ówczesnej "Solidarności". Wtedy nikt z Waszyngtonu, ani w nocy, ani w dzień do nikogo nie zadzwonił.
A teraz wiemy już wszyscy i na pewno, że fakt, iż Clinton zlekceważyła Sikorskiego, to tylko i wyłącznie, Sikorskiego wina. Bo Sikorski już dawno powinien przecież odejść. My się chętnie zdemontujemy w tym naszym polskim piekle sami. Amerykanów nam do tego nie trzeba.
Nie dalej jak dwa dni temu kanclerz Niemiec, Angela Merkel przyjęta została w amerykańskim Kongresie z wielką pompą. I wygłosiła tam mowę podniosłą i nagradzaną wielokrotnymi owacjami na stojąco, o tym, jak wiele Niemcy zawdzięczają Ameryce. I jak bardzo są jej za to wdzięczni. Merkel przemawiała przed oboma izbami amerykańskiego parlamentu. Wałęsa także dostąpił dawno temu tego zaszczytu. Kaczyńskiego (Lecha) tylko do Białego Domu wpuszczono raz i to tylnymi drzwiami. I za prezydentury Busha seniora to było. Więc, politycznie rzecz ujmując, dawno temu. A przy następnej okazji budynek giełdy mu pokazano. To i sobie pooglądał. Prezydent Obama do siebie Kaczyńskiego nie zaprosił. Pewnie nie wie, że Kaczyński tak Ameryce wierny. Tylko, na co komu w Waszyngtonie ta wiedza. Merkel, przez Obamę została oczywiście przyjęta w Białym Domu z honorami.
Prezydent Bush senior, Gruzinom swego zastępcę swego czasu wysyłał. Żeby uwierzyli, że nie są sami. Prezydent Obama nam także swego zastępcę niedawno przysłał. Żeby nam przysłowiowe gruszki na wierzbie obiecał. Przepraszam, antyrakietową (lub rakietową) tarczę bis. Która ma zaistnieć kiedyś i być może. Ale na pewno. Kto nad Wisłą w bajki uwierzył, sam sobie winien.
Ale oficjalnie wszyscy uwierzyli. U nas i w Pradze. I nawet w Rumunii. Tam też Biden dotarł. I dobrze. Dyplomatą być nie kosztuje zbyt dużo. A efekty czasem przynosi. Pod warunkiem, że się wie, to, co się wie. A mówi to, co się mówi. Ale nam ciągle się wydaje, że wiedzieć i mówić trzeba jednocześnie to samo. Marna u nas dyplomacja.
Dyplomacja światowych mocarstw wobec krajów położonych, gdzieś tam na wschodzie, już tak do siebie ma. Czy nam się owo "tak" podoba, czy nie. Na miejscu Sikorskiego nie ogłaszałbym następnym razem, że w ogóle jedzie do Waszyngtonu. Nie byłbym taki pewien. Milczenie jest złotem. Wtedy nie byłoby przynajmniej tematu. A tak jest. Tuż przed udanym (roboczym i niespodziewanym) spotkaniem z Clinton ogłosić można wówczas sukces naszej dyplomacji. Hillary Clinton, niestety, stać na takie "partnerskie" traktowanie sojusznika z NATO. Nas na wystawianie się na pośmiewisko nie.
Do dyplomacji trzeba dorosnąć. Na wschodzie Europy tak, w USA już nie.Niestety nie. They can. Bez nas też.
_________________
Tekst ukazał się także w serwisie


Komentarze
Pokaż komentarze (18)