Refleksja brutalna na święto niepodległości
Przed kolejnym świętem śpieszyć się wypada. Koniecznie, Można przecież nie zdążyć. Gdziekolwiek. W święto kupić, załatwić nie da się, czegokolwiek. W święto państwowe zdążyć przyjdzie, co najwyżej, na mszę za ojczyznę. Ojczyzna bez mszy, a msza bez rewii mody, nieszczęśliwie wypaść mogą. Więc śpieszyć się wypada. W święto i przed świętem. Śpieszyć się wypada. Codziennie.
Jadę sobie przed świętem, jak co dzień. Raz tu, a raz tam. Wokół mnie śpieszą się wszyscy. A ja zawsze jadę za wolno. Czy 40 km/h czy 70 km/h na znakach w miastach maksymalnie nakazano. To przecież, i znowu, nikogo zupełnie nie obchodzi. Naród śpieszy się, do trumny swej własnej. Święto mamy, kolejne, znowu zabitych długa lista statystyk nas czeka. Teraz i podczas najbliższego weekendu. Tradycji stanie się zadość. Zabijać się umiemy, skutecznie. Na śmierć do tego. To dobrzy w czymś przynajmniej jesteśmy. Tylko w tym jednym...?
Skądże znowu.
Nawrzucać sobie nawzajem jeszcze doskonale umiemy. Przy święta okazji lub jakiejkolwiek albo i bez okazji. Tak nas na tych niedzielnych mszach za ojczyznę, lub i bez nich, natchnieniem chrześcijańskim wypełniło. Gdy nie nabluzgamy raz tu, a raz gdzie indziej, gdy nie puścimy wiązki z nawiązką, nie okrasimy słowem ojczystym, nasz charakter na k... wyrażającym, wówczas sobą być natychmiast przestajemy.
Jak on jedzie k...,
gdzie on parkuje k...,
co on robi k...,
co to za k...
i tak dalej z kolejnymi k...
Bez wszechobecnego bulgotania na k... i tym podobne litery, naszego ubogiego w treść, pełnego za to k... ukochanego języka ojczystego, sobą być natychmiast przestajemy. Polskość nam bez k..., jako przecinka zamiera. My sobą być już nie jesteśmy. Brakuje nam naszej narodowej, podstawowej cechy. Więc i znowu na k... coś zaraz powiemy. My przecież mocni i silni... w gębie jesteśmy.
Dokąd zmierzamy w tym pędzie bezmyślnym i k... pełnym.
Tylko na cmentarz, na swój własny pogrzeb?
Czy tylko chgw...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)