Nie zamierzam polemizować z Markiem Migalskim. I nie zamierzam bronić sukcesów polityki zagranicznej obecnej koalicji rządowej. Bo bronią się same. Zamierzam, jedynie, przypomnieć kilka faktów.
Fakt pierwszy: w kontaktach z Niemcami poprzednia ekipa potrafiła jedynie obrażać się. Raz na przykład na karykaturę, opublikowaną w dzienniku zbliżonym do Zielonych ("Tageszeitung"), który ówczesna minister spraw zagranicznych Fotyga, w swej całkowitej nieznajomości sceny politycznej naszego zachodniego sąsiada, nazywała pismem... neofaszystów. A skoro już gazeta sympatyzująca z Zielonymi opublikowała "kartofla", to wystarczyło to, by bracia K. obrazili się i na panią kanclerz, i na prezydenta Francji przy okazji. I zerwano z naszej strony rozmowy w ramach tzw. "Trójkąta Weimarskiego". Tym samym Kaczyńscy udowodnili swój całkowity brak odporności nawet na karykatury. Nikt nie wytłumaczył bliźniakom, że w prasie (światowej) ukazują się codziennie setki karykatur, dotyczących polityków z pierwszych stron gazet. I, że żaden z tych polityków na karykatury nie reaguje. Chyba, że sam bardzo pragnie stać się karykaturą. Swoją własną. Przypominam, że obóz braci K. bardzo długo domagał się publicznie od Niemców przeprosin. Karykaturalne to zachowanie. O tym Migalski rzecz jasna nie pamięta. Teraz rozmowy w ramach "Weimaru" mają szanse na kontynuację. I chwała rządowi za to. Obrażać to się można, ale w przedszkolu.
Fakt drugi: Migalski udaje jednocześnie, iż nie wie, że jeszcze nigdy w historii, szef niemieckiej dyplomacji nie rozpoczął serii swoich wizyt zagranicznych od Warszawy. Dla Niemców dotychczas Francja zawsze była najważniejsza. A teraz Westerwelle przyjechał do stolicy Polski. Migalski tłumaczy swoim moherowym wyborcom, to, co na poziomie owych wyborców zrozumieć jest łatwo. Opowiada więc historyjki o "poklepywaniu". Działa tym samym w myśl jednego ze spotów reklamowych PiS, realizując w ten sposób oficjalną linię partii. Nie naraża się przy okazji prezesowi. I słusznie, tak trzymać. Myślenie, samodzielne, boli, jak widać.
Fakt trzeci:Migalski udaje, że nie widzi, jak ekipa Tuska doskonale dogaduje się z Francją i z Hiszpanią. Wiem, to ekipę PiS bardzo boleć musi. Kaczyńscy doskonale zrazili do siebie prezydenta Sarkozy, a do Hiszpanii nie dotarli w ogóle. Ekipa Tuska umie rozmawiać z oboma krajami, powstają konkretne propozycje współpracy, energetyka atomowa i europejska armia (w wypadku Francji), oraz oszczędności w kwestii CO2, i znowu, europejska armia (to w wypadku Hiszpanii). Te ewidentne sukcesy rządu Tuska, Migalski pomija całkowicie milczeniem. O czym się nie mówi, tego nie ma, prawda?
Fakt czwarty: polityka wobec Rosji nie jest łatwa. Ale jeszcze nigdy nie słyszałem, by winą za to, co opowiadają tam, raz ten, a raz tamten Rosjanin, obarczać na przykład Amerykanów lub Francuzów. Ale Migalskiemu pasuje, by odpowiedzialność za wypowiedzi, nie zapominajmy przy okazji, że drugo- lub trzecioplanowych rosyjskich polityków, obciążać Platformę i Tuska właśnie. Do takich wniosków można dojść jedynie w łonie PiS. To kolejna karykatura. Fakty są natomiast takie: to Tusk z Putinem rozmawia, i to za rządów Tuska, Putin do Polski przyjechał. A nie musiał. Kaczyński uwielbia chwalić się swoimi doskonałymi kontaktami z Litwą, tymczasem nawet sprawy pisowni polskich nazwisk na Litwie załatwić nie potrafił. To po co, pytam, był na Litwie w minionych czterech latach swej prezydentury, już 13 razy? Bo podróżować lubi?
Fakt piąty: Migalski nie jest bynajmniej oryginalny, gdy w temacie Niemcy, czkawką przysłowiową, jedynie temat pani Steinbach mu się odbija. Gdyby Migalski prawdę chciał mówić o współczesnych Niemcach, to przypomniałby w tym miejscu ostatnią wypowiedź ministra spraw zagranicznych RFN, Guido Westerwelle (FDP), który pani Steinbach zdecydowane NIE zaprezentował, w kwestii jej pomysłów. Ile to jeszcze razy przyjdzie u nas panom z PiS przypominać, że w Niemczech CDU z CSU i z FDP rządzi, a nie jakaś tam Erika. A malejące znaczenie Eriki w Niemczech, Polska zawdzięcza nie komu innemu, tylko na przykład Bartoszewskiemu. Wiem, tego pana, PiS już w ogóle nie znosi.
Fakt szósty: Ameryka. Polska nie jest pępkiem świata, ani Europy. Na rekolekcjach w PiS się o tym nie mówi. Bo to dla wyborców PiS przykra prawda. I nie pasuje do PiSowskiej wizji świata, w myśl której ziemia się wokół Polski kręci. A ponadto Obama nie nazywa się Bush. I właśnie w chwili, gdy piszę te słowa, amerykański prezydent rozpoczął swoją kilkudniową wizytę w Azji. Obama nie przyjechał ani na Westerplatte (1.9.2009), ani do Berlina (9.11.2009). I nie oznacza to wcale, że w przysłowiowej d... ma Polskę lub Niemcy. Polityka zagraniczna Obamy nacechowana jest po prostu zupełnie innymi akcentami, niż jego poprzednika. Wiem, wiem, Migalski chętnie wytłumaczy zwolennikom PiS, że to także Tuska wina.
Fakt siódmy:Migalski lubi opowiadać, nomen omen, w "Fakcie", że atrakcyjny jest i że kandydatki na żonę szuka. Może czytelnicy tabloidu chociaż w tę prawdę uwierzą. Skoro europosłowi czytelniczka "Fakt"-u odpowiada... O gustach się nie dyskutuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)