Polska nie ma ważniejszych tematów, niż "dyskusja" na temat krzyża? Takie odnieść można niestety wrażenie, śledząc polskie, gorące "dyskusje" ostatnich dni. Polska chętnie podzieli się przy okazji na dwa obozy, nienawidzące się coraz bardziej z każdym, kolejnym zdaniem. Ten pierwszy, obrońców krzyża ponad wszystko i ten drugi, przeciwników krzyża.
Będzie jeszcze obóz trzeci. Kto wie, czy nie najliczniejszy. Obóz to milczących obserwatorów tej jatki na słowa. Bo dyskusją nazwać to w wielu wypadkach trudno.
Obóz trzeci zaobserwować da się zarówno u nas, jak i za naszymi granicami. Temu zagranicznemu towarzyszyć musi, znowu, typowy uśmiech pobłażania. Często, więc i przy tej okazji, zrobi się przecież u nas dużo, by dać tej pobłażliwości powód.
Pozabijamy się przecież chętnie w naszych sporach, teraz o koronę z krzyżem lub krzyż na ścianie. Tej lub innej. Obrażać będziemy się chętnie nawzajem, zarzucając sobie, z jednej strony, że Polak tylko wtedy jest Polakiem, gdy... jest katolikiem. Odsądzać będziemy się od przysłowiowej czci i wiary, i pozbawiać nawzajem prawa do polskości, jeśli tylko ktoś głośno wypowie, że polskość nie jest jednoznaczna z katolicyzmem, chrześcijaństwem i krzyżem.
Nasza polskość współczesna udowodni nam tym samym swą małość przerażającą. Prowincjonalne nasze myślenie wyjdzie znowu na powierzchnię. I obudzą się natychmiast głośno nasi religijni fundamentaliści, którzy przy okazji zwietrzą możliwość zaistnienia jednocześnie w dwóch kontekstach: religijnym i patriotycznym. Patriotyzm wśród fundamentalistów religijnych jednoznacznie kojarzy się przecież z określoną, bardzo konkretną religią. A ateiści zakrzykną w swej zaciętości, by już jutro zdejmować krzyże, które jeszcze wczoraj nikomu w niczym nie przeszkadzały.
I znowu rzucimy się sobie do gardeł, póki co mentalnie i werbalnie. Ale... kto wie, czy tylko tak.
Nie zabraknie też przy okazji partii politycznych, które na dyżurnym temacie krzyż, zbić próbować będą i od razu kapitał. Jest temat, to i wykazać się natychmiast wobec potencjalnego wyborcy można. Bo przecież tylko ta partia i tylko pod tym znakiem jest... Polakiem. A te tam jakieś inne i z imienia nie nazwane, pozostałe, to przecież wiadomo i nie od dzisiaj... I gdyby to jeszcze były partie niszowe, przejściowe i nieistotne, wówczas słów tych kilku, wstukiwanych w klawiaturę temat ten nie byłby wart.
Nasza tradycja krzyżem stoi. Bez wątpienia. Ale.. nie tylko nasza. Toteż podniecanie się tylko u nas tematem krzyża świadczy o szalonym przeczuleniu podniecających się. By to tak delikatnie i dyplomatycznie nazwać. Z krzyżem nikt w Europie nie walczy. W Unii tym bardziej nie. U naszych zachodnich sąsiadów współrządzą dwie partie, które już w swej nazwie chrześcijaństwo mają zapisane. Nie oznacza to bynajmniej, że w szkołach w Niemczech krzyże w klasach wiszą. Nowoczesność Europy na umiejętności dialogu polega. A nie na wzajemnym zwalczaniu się i bez końca. Poszanowanie wzajemne to u nas, ciągle, bardzo obce pojęcie.
Nie na temat są nasze dyskusje o potrzebie zdejmowania tego konkretnego krzyża lub o wieszaniu następnego tu i ówdzie. Produkując je w atmosferze gorączki, udowadniamy jedynie, że strasznie zadziorni jesteśmy. I, że słowo tolerancja jest nam bardzo obce. Ktoś zabiera polskim chrześcijanom gdzieś krzyż? Zabrania go czcić, pielęgnować, honorować. Kto i gdzie? Czy sale urzędów państwowych lub samorządowych albo klasy szkolne powinny być miejscem kultu religijnego?
Tak bardzo chcemy być na początku XXI wieku pojmowani przez Europę jako fanatycy jednej lub drugiej opcji? Tak dobrze nam w tej skórze...
To na tym polskość polega...


Komentarze
Pokaż komentarze (43)