Grzegorz Ziętkiewicz Grzegorz Ziętkiewicz
51
BLOG

Pomysł premiera Tuska

Grzegorz Ziętkiewicz Grzegorz Ziętkiewicz Polityka Obserwuj notkę 23

 

  Pomysł Tuska przypomina, częściowo, rozwiązania konstytucyjne, sprawdzone i doskonale funkcjonujące u naszych zachodnich sąsiadów. Niemcom nie przeszkadza bynajmniej fakt, iż prezydent państwa pełni w RFN funkcje czysto reprezentacyjne. I nie przeszkadza im również fakt, że wybierany jest przez Zgromadzenie Narodowe. A niemiecka izba wyższa parlamentu (Bundesrat) jest reprezentacją tamtejszych odpowiedników naszych sejmików wojewódzkich, Landtagów. Więc również nie jest wybierana w wyborach jakichkolwiek. Jej skład odzwierciedla stan panujący w sumie wszystkich niemieckich sejmików wojewódzkich, które tam nazywają się parlamentami krajów związkowych, Landtag.

  Ten federacyjny charakter demokracji niemieckiej narzucony Niemcom przez Amerykanów w roku 1949 sprawdza się między Odrą a Renem doskonale od ponad 60 lat. I również w Polsce nie ma chyba nikogo, kto miałby cokolwiek przeciwko niemieckiemu wzorcowi infrastruktury lub techniki: przeciwko autostradom lub dajmy na to, doskonałym samochodom. Że o innych doskonałych wzorcach współczesnej niemieckiej dokładności, precyzji i techniki tu nie wspomnę. Takie są fakty.

  W dyskusji nad propozycjami premiera słychać jednak u nas już teraz głosy, że premier proponuje u nas model niemiecki. To ma niby być argument na to, że pomysł to zły. A czemu zły? Wiadomo, bo niemiecki. Niemieckimi samochodami jeździć lubimy. Niemieckich wzorców demokracji zwolennicy opcji tak zwanego "prawdziwego patriotyzmu" skopiować u nas, chociażby częściowo, bynajmniej nie zamierzają.

  Nasz patriotyzm nie ma polegać, czyżby jak zwykle, na podpatrywaniu od najlepszych. Nasz patriotyzm ma, znowu, polegać na pokrzykiwaniu. O niemieckich korzeniach (gdzie one?), o Wehrmachcie i o patriotyzmie deklaratywnym. U nas mianem patrioty okrzykniemy przecież chętnie tych, którzy sami się na patriotów werbalnych kreują.

  To może z innej beczki.

  Jak to możliwe, że niemiecki system ubezpieczeń zdrowotnych oferuje statystycznemu, niemieckiemu pacjentowi dziesiątki różnorodnych kas chorych, a nie jeden, niewydolny, przypominający swoją strukturą PZPR, NFZ. Czemu niemiecki pacjent może wybierać pomiędzy trzema największymi ogólnokrajowymi kasami chorych (AOK, BARMER, Techniker Krankenkasse) i w ramach usług świadczonych przez te kasy nie okazuje się nagle w całym kraju już na przykład w październiku, że najbliższy termin operacji z danej branży możliwy będzie dopiero w... przyszłym roku. Bo kasy zabrakło, bo szpitale środków finansowych nie mają, bo są zadłużone, bo to i tamto. I czemu niemiecki pacjent ubezpieczyć się może dobrowolnie w dziesiątkach działających na rynku prywatnych kas ubezpieczeń zdrowotnych. A u nas... nadal nie może.

  Jak oni to robią i czemu my tego u nas podobnie zrobić nie potrafimy...

Ani odpatrzeć od nich także nie chcemy...

Nasz "patriotyzm" nam to uniemożliwia?

 

Grzegorz Ziętkiewicz Utwórz swoją wizytówkę Dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny. W okresie 1980 - 81 redaktor prasy NSZZ "Solidarność" ZR Wielkopolska w Poznaniu, internowany 13. 12. 1981. Na emigracji w RFN 1983 - 97. Były berliński korespondent Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa oraz korespondent paryskiej "Kultury". Autor periodyków (nakładem władz Miasta Berlina) o historii i współczesności Polaków w Niemczech i w Berlinie. W latach 90. współpraca dziennikarska z tygodnikiem "Wprost", "Rzeczpospolitą" "Tygodnikiem Powszechnym" i "Gazetą Wyborczą" oraz I PR. Obecnie autor cyklicznego programu o tematyce polsko-niemieckiej na antenie Radia Merkury Poznań. <a

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka