Pomysł Tuska przypomina, częściowo, rozwiązania konstytucyjne, sprawdzone i doskonale funkcjonujące u naszych zachodnich sąsiadów. Niemcom nie przeszkadza bynajmniej fakt, iż prezydent państwa pełni w RFN funkcje czysto reprezentacyjne. I nie przeszkadza im również fakt, że wybierany jest przez Zgromadzenie Narodowe. A niemiecka izba wyższa parlamentu (Bundesrat) jest reprezentacją tamtejszych odpowiedników naszych sejmików wojewódzkich, Landtagów. Więc również nie jest wybierana w wyborach jakichkolwiek. Jej skład odzwierciedla stan panujący w sumie wszystkich niemieckich sejmików wojewódzkich, które tam nazywają się parlamentami krajów związkowych, Landtag.
Ten federacyjny charakter demokracji niemieckiej narzucony Niemcom przez Amerykanów w roku 1949 sprawdza się między Odrą a Renem doskonale od ponad 60 lat. I również w Polsce nie ma chyba nikogo, kto miałby cokolwiek przeciwko niemieckiemu wzorcowi infrastruktury lub techniki: przeciwko autostradom lub dajmy na to, doskonałym samochodom. Że o innych doskonałych wzorcach współczesnej niemieckiej dokładności, precyzji i techniki tu nie wspomnę. Takie są fakty.
W dyskusji nad propozycjami premiera słychać jednak u nas już teraz głosy, że premier proponuje u nas model niemiecki. To ma niby być argument na to, że pomysł to zły. A czemu zły? Wiadomo, bo niemiecki. Niemieckimi samochodami jeździć lubimy. Niemieckich wzorców demokracji zwolennicy opcji tak zwanego "prawdziwego patriotyzmu" skopiować u nas, chociażby częściowo, bynajmniej nie zamierzają.
Nasz patriotyzm nie ma polegać, czyżby jak zwykle, na podpatrywaniu od najlepszych. Nasz patriotyzm ma, znowu, polegać na pokrzykiwaniu. O niemieckich korzeniach (gdzie one?), o Wehrmachcie i o patriotyzmie deklaratywnym. U nas mianem patrioty okrzykniemy przecież chętnie tych, którzy sami się na patriotów werbalnych kreują.
To może z innej beczki.
Jak to możliwe, że niemiecki system ubezpieczeń zdrowotnych oferuje statystycznemu, niemieckiemu pacjentowi dziesiątki różnorodnych kas chorych, a nie jeden, niewydolny, przypominający swoją strukturą PZPR, NFZ. Czemu niemiecki pacjent może wybierać pomiędzy trzema największymi ogólnokrajowymi kasami chorych (AOK, BARMER, Techniker Krankenkasse) i w ramach usług świadczonych przez te kasy nie okazuje się nagle w całym kraju już na przykład w październiku, że najbliższy termin operacji z danej branży możliwy będzie dopiero w... przyszłym roku. Bo kasy zabrakło, bo szpitale środków finansowych nie mają, bo są zadłużone, bo to i tamto. I czemu niemiecki pacjent ubezpieczyć się może dobrowolnie w dziesiątkach działających na rynku prywatnych kas ubezpieczeń zdrowotnych. A u nas... nadal nie może.
Jak oni to robią i czemu my tego u nas podobnie zrobić nie potrafimy...
Ani odpatrzeć od nich także nie chcemy...
Nasz "patriotyzm" nam to uniemożliwia?


Komentarze
Pokaż komentarze (23)