Ani prezydenta nam wybierał. Nie chcemy rządów kanclerskich, zwłaszcza, że w ogóle nie wiemy, na czym takowe polegają. Sami nie wiemy, w ramach hasła, że w ogóle niewiele wiemy, a też nikt nam wytłumaczyć i wcale niczego nie próbował.
Skąd wiadomo, że tego wszystkiego nie chcemy... No, jak to skąd. Przebadano przecież raz 490, a raz 498 osób, wykonując do nich szybki, krótki, ale jakże wiele mówiący, telefon. Gdy go wykonywano, nie wiadomo co właśnie wtedy robili ci, do których dzwoniono. I jak brzmiały owe pytania. Może odpytywani zmierzali właśnie do kasy super- lub hiper- marketu. Może dokonywali właśnie wtedy innych, bliżej nieokreślonych, domowych czynności. Czasem zaliczanych powszechnie do tak zwanych czynności intymnych. Ale teraz przynajmniej wiadomo, że Polacy nie chcą nowości i chcą nadal, i po staremu..
Wiedza nasza ugruntowana jest przecież, a temat kolejny gwarantowany. Kalejdoskop rewelacji kręcić się u nas musi. Codziennie i od nowa. Premier z propozycjami konkretnymi nagle wystąpił. Debaty uświadamiająco - informacyjnej dla ludu polskiego nikt nawet nie zaplanował. Rząd już zwłaszcza nie. Premier także szczególnie niczego dokładnie nie wyjaśniał. Hasłowo do tematu podszedł. Wyszło więc na to, że premier i do tego za wszelką cenę, prezydentem chce zostać. Wrażenie wyśmienite powstało, że o zakończenie okresu urzędowania obecnego prezydenta tu bardziej chodzi, niż o jakiekolwiek reformy ustrojowe. Opozycja to natychmiast ochoczo podchwyciła. Naród kupił.
Może premierowi ktoś, jak zwykle źle doradził. Ale może on sam to w wyśmienity sposób wszystko po prostu skopał. Dwa dni od nieoczekiwanej propozycji premiera minęły i teraz Platforma z ręką w tak zwanym naczyniu nocnym, się natychmiast znalazła. Bo przecież wiadomo, skoro media piszą, że naród nie chce, to nie chce i już. Nikt nie sprawdził przy okazji, bo i po co, czy naród wie, o co w ogóle w szczegółach chodziło. Kto by się i po co u nas jakimikolwiek szczegółami przejmował. I jak te wzorce piekielne, bo rodem z Berlina przeniesione, naprawdę wyglądają. Nikt o to narodu nie zapytał. Odrzuca naród, to odrzuca. A czy wie, co odrzuca, to przecież nie ma tu nic i jak zwykle do rzeczy.
Teraz, skoro media nam coś już zadekretowały, to i czołowi politycy tejże Platformy tłumaczyć się muszą, zdziwieni. Bo przecież nikt im wczoraj nie powiedział, że naród odrzuci. A to pech. Pech, że w ten sposób i tak merytorycznie "doskonale" przygotowana Platforma, do reform ustrojowych, w tym konstytucyjnych, podeszła. Coś jednak jest w tym na rzeczy, jak to elegancko, jak zawsze to w jego zwyczaju, w swym najnowszym felietonie, Tomasz Jastrun, ma łamach "Newsweek"-a ujął: "W środku Platformy pusto, a ławka rezerwowych króciutka. I wiele w tym winy Tuska".
Niestety.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)