Niedziela. I co tu robić. Niedziela teściowej nie różni się w niczym od każdego innego dnia tygodnia. Za oknem szaro, albo słonecznie. Albo ciepło, a może zimno. Może pada lub wieje. Teściowa nie wie. Żeby wiedzieć, jak jest na dworze, musiałaby otworzyć okno. Albo może i drzwi na taras. Teściowa ma trzy tarasy. Jeden z nich w remoncie, a może w budowie jest. Bo teść budowę rozpoczął ponad dwadzieścia lat temu. Ale... nie skończył. Tej budowy nie skończył. Bo w tak zwanym "między czasie" inne, równie ambitne prywatne budowy rozpoczął. Tamtych także, oczywiście, nie skończył. Pracy ma dużo.
A teściowa zmęczona jest. Wychodzić nigdzie nie ma siły. Ani czasu. O energii i chęciach nie wspominając. Teściową w niedzielę, podobnie jak i w pozostałe dni tygodnia, głowa boli. Wówczas teściowa mówi, że dzisiaj ją głowa boli. Teściowa nie zauważa, że codziennie tak mówi. Nie tylko tego nie zauważa. Teściowa mówi wówczas, że to z pewnością dlatego, że ciśnienie spadło. Teściowej tak codziennie to ciśnienie spada. Nie wiadomo, czy o jej własne ciśnienie jej wówczas chodzi,. Czy o tak zwane atmosferyczne. Tak skomplikowanych słów teściowa w usta nie nabiera.
Niedziela, więc teściowa zmęczona jest. I co tu robić... Ta teściowa w niedzielę, inaczej niż pozostałe teściowe, do kościoła nie chadza. Bo gdyby chodziła, sama lub z teściem, to byłby to jakiś punkt programu. Wówczas niedziela by jakoś przeleciała. A tak... Kościół teściową, ani teścia niespecjalnie interesuje. Chyba, że to kościół specjalny i atrakcyjny turystycznie. To znaczy taki, o którym inni znajomi mówili, że już tam byli. Wtedy raz na lat kilka można w jego okolice na wycieczkę się wybrać. I zdjęć sobie wokół gmaszyska porobić. A potem myk i już zdjęcia owe na "naszej klasie" zamieścić. Żeby inni widzieli, że teściowa światowa kobieta jest. I, że ona tam także była. A jak.
Obiad może by ugotować trzeba. W niedzielę i na niedzielę. Ale teściowa zmęczona jest. I jakoś tak głowa ją boli. To chyba przez to ciśnienie właśnie. Na obiad porządny to teściową w zeszłym tygodniu sąsiadka zaprosiła. Razem z teściem ją zaprosiła. Bo tak naprawdę, to przecież od dawna cała wieś (chociaż to miasto niby) gada, że ta sąsiadka do teścia już dawno startuje. Teściowa umiejętnie udaje, że tego nie widzi. Może widzi słabo. Na emeryturze jest już w końcu. Przedwczesnej.
To i teściowa się wraz z teściem raz w tygodniu porządnie najadła. Bo to, jak sama teściowa mówi, obiad porządny był, czyli prawdziwy, Taki z ziemniakami. Bo teściowa siły nie ma na robienie sama takich ogromnych obiadów. Bo to ziemniaki by obrać trzeba. A na to teściowa siły przecież nie ma. Nie dość, że kupić by te ziemniaki najpierw w "Biedronce" trzeba, to, i to najgorsze jest, jeszcze by je obrać trzeba. Posolić i ugotować. No i odcedzić by później trzeba. I nigdy tak do końca przecież nie wiadomo, czy solić je, zanim się ugotują, czy jak już się ugotowały. I nie wiadomo, jak długo je gotować. Żeby się ugotowały, albo, co gorsza, żeby się nie rozgotowały. Teraz te ziemniaki takie są, że tego naprawdę nie wiadomo. To lepiej się z tym nie męczyć. Lepiej kawałków chleba suchego kilka pokroić do tego obiadu. A na obiad słoik jakiś w tej "Biedronce" się przy okazji gotowizny jakiejś kupi. To wtedy, to wie akurat teściowa doskonale, obiad żaden porządny nie jest. Ale teściową dzisiaj tak głowa boli. A poza tym, na porządny obiad to teściów w przyszłym tygodniu jedna z córek zaprosi. Może, bo coś tam mówiła, gdy na wszystkich świętych na grobach była. To jakoś się temat przetrzyma. Córka obierze i ugotuje na pewno ziemniaki. I nie będzie do nich zawartości słoika jakiegoś podawała. No to porządny to obiad będzie. Teściowa się już na samą o nim myśl, rozpromieniła. I nie tylko w niedzielę.
Teściowa na emeryturze jest. Od lat. Młoda i przed pięćdziesiątką jeszcze była, gdy na nią poszła. Bo okazja taka w zakładzie była. Na emerytury puszczali. No to i poszła, robić jej się już wtedy nie chciało. I sama już nie pamięta, czy i wówczas głowa ją tak co chwila bolała. Ale to przez to ciśnienie. A zaraz potem się okazało, że na tej emeryturze, to robić nie ma co. Zupełnie nie ma co robić. No wyspać się można, ale ile można spać. Od tego też chyba ta głowa tak boli. A sama emerytura też żadną rewelacją nie jest. Ale teraz, to już lat minęło od wtedy. Gdy poszła, ho, ho. Aż strach policzyć. Teraz, to by już teściowa do żadnej pracy nie poszła. A poza tym, kto by ją tam i gdzie chciał. Teraz młodzi pracują.
Jutro poniedziałek jest. I co by tu robić. To szaro tak i ponuro. Zimno chyba, a może i nie. No i to ciśnienie.
cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)