Dzisiaj, dwadzieścia lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, konfrontowani jesteśmy ciągle od nowa z sytuacją, w której tak do końca nie wiadomo, jak to tam wówczas naprawdę było. 13 grudnia 1981 generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny i wytoczył na ulice kraju ludowe wojsko i milicję. Aresztowano bezprawnie tysiące ludzi, zlekceważono obradujący Sejm PRL, wprowadzono godzinę milicyjną, wyłączono narodowi telefony. Zlikwidowano programy radiowe i telewizyjne, zakazano wydawania prasy, poza "Trybuną Ludu". Zawieszono działalność wszystkich organizacji i stowarzyszeń, zmilitaryzowano wszystkie duże zakłady pracy. Zamknięto granice.
Ale dzisiaj popularna jest w Polsce teza, że generał Jaruzelski patriotą jest, bo przecież to on, peerelowski funkcjonariusz uratował PRL przed... sowiecką inwazją. Teza ta, głoszona od lat przez byłych komunistycznych funkcjonariuszy, wspierana jest również przez wielu, którzy 13 grudnia zostali z rozkazu generała internowani. Byli więźniowie PRL mentalnie więźniami są do dzisiaj. To tak, jakby byli więźniowie Auschwitz okazywali wyrozumienie dla... Hitlera. Bo przecież führer nie miał wówczas innego wyjścia.
Komunistyczna kariera Jaruzelskiego jest wręcz wzorcowa. Z więźnia na Syberii, wywleczonego przez sowieckie KGB z rodzinnego domu w zajętej przez Sowietów Polsce, Jaruzelski szybko stał się wysokiej rangi funkcjonariuszem komunistycznego aparatu przemocy. Awansował, był nagradzany, przeciwników pomagał odsuwać, działaczy niepodległościowych aresztować. Do robotników strzelano w grudniu 1970 lub bito w czerwcu 1976. Lub znowu strzelano w grudniu 1981 i później.
Polska niepodległa nie potrafiła, bo nie chciała w minionym dwudziestoleciu uporządkować także i tej kwestii. Nie uporządkowane pozostają nadal dziesiątki przykładów ewidentnej przemocy komunistycznych władz. Nigdy nie znaleziono, bo tak naprawdę nie szukano winnych zabójstw lub morderstw popełnionych na zlecenie generała lub jego podwładnych. Jeśli kogokolwiek skazano, to były to tak zwane płotki, którymi generał i jego towarzysze się wówczas wysługiwali. Sam generał cieszy się generalską emeryturą, udziela się medialnie i opowiada swoje racje.
Nie chcemy widać lub nie umiemy wyjaśnić raz wreszcie i do końca tego, co ludzie pokroju generała, służący przez całe swoje życie wiernie Sowietom zrobili narodowi. Nie zamierzamy wyraźnie rozróżniać, że generał i spółka to przestępcy, a Przemyk lub Majchrzak i wielu innych, to ofiary. W wolnej Polsce prywatne media dają generałowi czas antenowy w eleganckim studio, a sowiecki funkcjonariusz produkuje się tam w roli biednego staruszka. Teraz widz powinien mu współczuć, a TVN nam w tym pomoże.
Generał powinien już dawno siedzieć.I nie o wielkie kary, jak dla posłusznych wobec generała morderców, w stylu kapitan Piotrowski tu chodzi. Naród powinien dawno wiedzieć, że za świństwa, jakich generał dopuścił się w przeszłości idzie się po prostu za kraty. I gdyby już tam dawno poszedł, to wówczas dzisiaj byłby dawno zwolnionym z więzienia emerytem. Bo przecież państwo polskie stać na wyrozumiałość wobec byłych dyktatorów, zwłaszcza gdy w sędziwym są wieku.
Ale generała nikt nie ukarał, więc niewinny jest.
Teraz może opowiadać widzom na przykład TVN, że w wyniku przewrotu majowego, którego autorem był marszałek Piłsudski, śmierć poniosło więcej osób, niż w wyniku stanu wojennego. Przy następnej okazji, która nadarzy się z pewnością już wkrótce, generał wyjaśni, być może, narodowi, że każdego roku na polskich drogach ginie o wiele więcej osób, niż zginęło w wyniku wprowadzenia stanu wojennego. I wkrótce dowiemy się, że stan wojenny to taki pikuś, generał nazywa go przecież już teraz, epizodem.
Ale gdyby w minionym dwudziestoleciu generałowi przydarzył się rok za kratami, za wprowadzenie stanu wojennego, to wówczas mówiłby z pewnością o wielkiej niesprawiedliwości i zemście na nim. To nie byłby przecież żaden epizod.
Głupota naszych mediów jest na rękę generałowi. Głupota tak zwanych dziennikarzy tym bardziej. Była ekipa generała, on sam i różne Kiszczaki drwią sobie z narodu, który tak głupi widać jest, że nie potrafił rozróżnić zdrajców od patriotów.
A teraz nagle dowiadujemy się, że z rozmowy generała Jaruzelskiego z sowieckim generałem Kulikowem (w grudniu 1981) wynika, że "Jaruzelski domagał się sowieckiej interwencji, pisze "Rzeczpospolita". Jaruzelski mówił między innymi, że "będzie gorzej" jeśli robotnicy wyjdą z zakładów i zaczną dewastować komitety partyjne. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, towy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy rady, mówił Wojciech Jaruzelski. Kulikow pomocy nie obiecał", czytamy w serwisie Onet.pl.
Rosjanie interweniować nie musieli, generał zrobił to za nich. To przecież wielki patriota. TVN go z pewnością wkrótce znowu zaprosi do studia. Jest przecież okazja. To i widz się znajdzie, i na reklamach się dobrze zarobi.
Wyroku Jaruzelski z pewnością nigdy nie doczeka.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)