Grzegorz Ziętkiewicz Grzegorz Ziętkiewicz
55
BLOG

Przede wszystkim nie szkodzić, w 2010 także

Grzegorz Ziętkiewicz Grzegorz Ziętkiewicz Polityka Obserwuj notkę 0

 

  To stara maksyma. I wydawałoby się, że popularna. I, że także u nas. Tak, wiem. My jednak zdecydowanie bardziej narzekać uwielbiamy. Idzie rok nowy, kolejny, z rozpaczy albo i z radości upić się już tylko można. Jest przecież tak źle, a będzie, cóż, jeszcze gorzej. Na potwierdzenie tych oczywistości można przywołać, i to natychmiast, dziesiątki wyników zmajstrowanych naprędce tak zwanych "sondaży", tak zwanej "opinii publicznej". O czym pisałyby nasze media, gdyby nie codziennie publikowane wyniki ciągle to nowych, coraz to bardziej wymyślnych sondaży. Że głupie są... No i co z tego. Im głupsze, tym lepiej. Przy okazji nie zastanawiamy się przecież wcale nad tym, czy aby chociażby tylko trochę prawdziwe. I jak poszczególne firmy "sondażowe" weszły w posiadanie tych kolejnych, cudownych wyników. Raz wynika z nich, że przy wigilijnym stole zdecydowanie od Tuska wolimy Lecha Kaczyńskiego, a przy okazji zaraz później dowiadujemy się, że naród i Dodę (co to się do fleta, bo przecież nie do loda... rymuje) także w domciu z przyjemnością podejmie.

  Od tematu Doda mógłby kto mylnie pomyśleć, można by się uwolnić, będąc czytelnikiem "poważnego" tygodnika "International Newsmagazine". Ten "Newsweek" się nazywa. Nic bardziej mylącego. W noworocznym numerze redakcja raczy nas rewelacjami na temat, co uważa właśnie Doda. A, że nic nie uważa, to i niczego się nie dowiadujemy w ilustrowanym (jak na łamach pisemka ilustrowanego) niby wywiadzie. A ja mylnie, jak widać, dotąd myślałem, że Dodę to może "Viva" lub inna "Chwila dla... debila" zwyczajowo prezentuje. A to błąd. Omylny, słowem, jestem.

  Świat jest coraz gorszy. Zadekretowało to już właśnie wielu, a prezydent sąsiadującej z Polską Białorusi zapewnił przy okazji, że nikt nie zamierza tam ograniczać wolności mediów, a internetu już zwłaszcza. A skoro zapowiedział, to i jednocześnie w Mińsku ogłoszono, że internet na Białorusi nie będzie już teraz anonimowy, a dziennikarze zagraniczni, gdy u naszego wschodniego sąsiada pracować zechcą, będą musieli otrzymać najpierw pozwolenie od tamtejszego MSZ. Wolność po białorusku A.D. 2010 optymizmem w sowieckim, sprawdzonym stylu napawa. Ale co tam jakaś Białoruś, gdy nam, tu i u nas źle i fatalnie. Przy okazji jednak, zanim znowu o nas słów kilka, przypomnę jeszcze w tym miejscu, że gdy lat 20 i ciut temu inny Łukaszenka, a Honecker mu było, publicznie i głośno z okazji rocznicy 40. lecia NRD zapowiadał, że mur (berliński) stać będzie jeszcze i sto lat, tak już za miesięcy kilka, tego właśnie muru już nie było. Ale wróćmy na znajome, bo krajowe podwórko.

  A tu, kto wie, czy ten oklepany premier Donald Tusk, co to za nic w świecie przyznać się publicznie nie chce, że prezydentem za niecały rok z pewnością zostanie, nie jest jednak (w swej beznadziejności coraz dłuższej listy niezrealizowanych planów i zapowiedzi), naszym syndromem narodowym właśnie. Zapowiedzi i w kościołach (niektórych) ciągle co niedzielę czytają, a cóż później się z owymi małżeństwami dzieje, wiedzą już tylko sąsiedzi i sądy rodzinne. I czy rozwiązaniem tego problemu w polityce krajowej starokawalerstwo jest... Powątpiewam poważnie. Bo wybór u nas krajowy, tu nie Ameryka.

  Idzie więc nowe. Rok nam nowy i okrągły nadchodzi, a ja jeszcze i ciągle doskonale pamiętam, jak to (już lat dziesięć temu) na świecie rozpętano wielką plotkę, iż punktualnie z wkroczeniem w nowe milenium, systemy komputerowości nam wszech obecnie towarzyszącej, powszechnie z głową dostaną i działać przestaną. Świat miał się od tego, i to zaraz, zawalić. I co... i nic.

  Gdy Tusk nam z Kaczyńskimi nie straszny, to i wiedza na temat, że kolei szybkiej lub wolnego rynku ubezpieczeń społecznych w Polsce pewnie nigdy mieć nie będziemy, też nas powalić nie zdoła. A tu gdzieś na bokach żurnaliści zacietrzewieni o jakiejś komisji sejmowej z jakimś hazardem w tle, ciągle perorować próbują. W sklepowej kolejce po sylwestrowe połówki tematem to, przyznaje, żadnym nie było. Żurnaliści też się nam widocznie, jak Doda z "Newsweekiem" z rzeczywistości wyalienowali.

  Róbmy swoje. Gorzej być zawsze może, narzekanie głupszym ode mnie zostawiam, ciągle o tym pamiętając, że nic z niego nie wynika. Co najwyżej skrzydełka swe własne można sobie podciąć. Przygnębić się lub zdołować przy okazji. Wódka i benzyna i tak nie potanieją. Podatki nie zmaleją, Polska Irlandią na pewno nie będzie. Już chociażby dlatego, że Guinness u nas wcale nie jest popularny, a Wisła nie do Morza Północnego wpada.

  Przede wszystkim nie szkodzić. Samym sobie i innym. I głowa do góry. Rok nowy, 2010 nam idzie. Może lepszy w czymś będzie, czego wszystkim tu życzę.

Grzegorz Ziętkiewicz Utwórz swoją wizytówkę Dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny. W okresie 1980 - 81 redaktor prasy NSZZ "Solidarność" ZR Wielkopolska w Poznaniu, internowany 13. 12. 1981. Na emigracji w RFN 1983 - 97. Były berliński korespondent Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa oraz korespondent paryskiej "Kultury". Autor periodyków (nakładem władz Miasta Berlina) o historii i współczesności Polaków w Niemczech i w Berlinie. W latach 90. współpraca dziennikarska z tygodnikiem "Wprost", "Rzeczpospolitą" "Tygodnikiem Powszechnym" i "Gazetą Wyborczą" oraz I PR. Obecnie autor cyklicznego programu o tematyce polsko-niemieckiej na antenie Radia Merkury Poznań. <a

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka