Nie ma, jak to temat dyżurny. Wszyscy się wówczas u nas na nim znają i każdy może wrzucić swoje przysłowiowe trzy grosze do koszyczka. A jak wygląda nasza, krajowa pomoc dla mieszkańców odległej wyspy? Oto tylko kilka porównań.
12 stycznia dochodzi na karaibskiej wyspie do bardzo silnego trzęsienia ziemi.
Tego samego dnia rządy wielu krajów świata oraz ONZ deklarują swą gotowość finansową do udzielenia pomocy dla Haiti. Padają konkretne kwoty. Wśród deklarujących są i wielcy: USA, Brazylia czy Chiny, ale i szereg krajów europejskich. Francja, Niemcy, także Polska. Jeszcze tego samego dnia występując przed kamerami szef niemieckiej dyplomacji, minister Westerwelle informuje, iż Niemcy przeznaczają na natychmiastową pomoc humanitarną kwotę w wysokości miliona euro. To ponad cztery miliony złotych. Brazylia przeznacza 10 milionów dolarów. Nasze władze dołączają się do chóru oferujących pomoc. I deklarują jej wysokość na poziomie... 50 tys. dolarów. To.. niecałe 140 tysięcy złotych. To wartość jednego, średniego samochodu terenowego. Czy jesteśmy aż siedem razy biedniejsi od Niemiec, czy tylko aż tak bez wyobraźni...
Następnego dnia, 13 stycznia na wyspę przybywają pierwsze ekipy zagranicznych korespondentów. Przede wszystkim z położonych relatywnie blisko Stanów Zjednoczonych. Pod gruzami zawalonych budynków drugi dzień tkwią uwięzieni, żywi ludzie. Nie ma ich jak odnaleźć, bez specjalistycznego sprzętu nie ma ich jak uwolnić. Świat obiegają makabryczne zdjęcia i relacje filmowe. Oczom widzów ukazuje się kompletnie zniszczone miasto, stolica Haiti. I setki ciał zabitych na ulicach. Nawet nie próbuje ich ktokolwiek sprzątać. W Stanach i (między innymi) w odległej Francji do wyjazdu przygotowują się specjalistyczne ekipy ratowników.
Kolejnego dnia, 14 stycznia, pierwsze ekipy ratownicze przybywają na wyspę.
U nas w tym samym czasie trwa dyskusja o wysłaniu takich ekip. Mają zapaść stosowne decyzje. Francuzi już tymczasem zaczynają na miejscu pracę. Czy z Francji jest bliżej na Haiti...
Ratowników jest oczywiście za mało. Niemcy pakują do wylotu swój specjalistyczny, polowy szpital Niemieckiego Czerwonego Krzyża. Może on obsłużyć każdego dnia 250 pacjentów. To i tak tylko kropla w morzu potrzeb. My czegoś takiego nawet nie posiadamy. Po dwóch dniach w Polsce zapadają dopiero decyzje o wysłaniu ekipy strażaków. Mają się przygotować. Będą zbierani z całego kraju.
Piątek, 15 stycznia. Na wyspie pracują już ekipy ratownicze z ponad trzydziestu krajów. Ze Stanów, Francji. Islandii, Kanady, Hiszpanii, Chile i tak dalej. U nas dopiero wylatuje tego dnia na Haiti grupa strażaków. Jej liczebność zostaje zmniejszona, w stosunku do uprzednio planowanej. Bo samolot, którym dysponujemy... jest zbyt mały. To dobrze, że Polska posiada w ogóle samolot. Czy jeden? Szanse na przeżycie, uwięzionych pod gruzami, zmniejszają się z każdym dniem.
Ktoś powie, Haiti, a co nas to obchodzi. Wpisy internautów w tej tonacji znaleźć zresztą można w polskim necie. I nie są bynajmniej odosobnione. Pozostawiam je bez komentarza.
Polsko, czemu trzeba się za Ciebie znowu wstydzić...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)