Wyżyny argumentów z... fekaliami
"Przed Pałacem Prezydenckim, w czasie gdy stał tam krzyż, doszło w sumie do 48 incydentów. Żaden z nich nie dotyczył gaszenia niedopałków papierosów na szyjach modlących się osób, czy gaszenia moczem zniczy - powiedział rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski" czytamy w serwisie Onet.pl cytującym PAP.
Tymczasem wczoraj (21. 10. 2010.) prezes występując w Sejmie powiedział, że:
"Gaszono papierosy na szyjach modlących się kobiet. Była policja, były siły porządkowe, nie było interwencji. Oddawano mocz na palące się znicze - zwracał uwagę prezes PiS", informował ten sam serwis.
Wątek "moczu" w polskiej polityce (przepraszam, nie ja go wymyśliłem) pojawił się już raz i wcale nie tak dawno. Pewien młody naukowiec, pisząc na jednym z najsłynniejszych polskich uniwersytetów (UJ) swoją pracę magisterską, relacjonował w niej o "sensacyjnych" fragmentach z okresu dzieciństwa Lecha Wałęsy. Który to były prezydent i noblista też oddawać miał (i znowu przepraszam) mocz, tym razem do... chrzcielnicy. To "naukowe" opracowanie stało się przyczynkiem do kolejnej polsko - polskiej wojny.
Polityka w wydaniu zwolenników (a i prezesa) PiS wzbiła się na... wyżyny?


Komentarze
Pokaż komentarze (19)