Powinienem się cieszyć.
Zwolenniczkom wmawiania wyborcy (by nie używać w tym miejscu wielkiego słówka, że i "narodowi"), zakończono ostatecznie możliwość pełnienia roli wiernego i oddanego podnóżka. Podnóżka, który umie i może skutecznie wmawiać, iż prezes się teraz... zmienił. A prezes udowodni ową tezę swym (jak się zaraz miało okazać) krótkotrwałym milczeniem. Buty się przecież zmienia, a nowych podnóżków u Pana Prezesa nigdy nie zabraknie. Czy będą równie skuteczne, to już tylko prezesa problem.
Powinienem się cieszyć.
Oto jesteśmy świadkami kłótni, tak typowej dla... szewca.
Ale pokrzykiwania majstra i czeladników znad zydla nigdy nie stanowiły obszaru tematycznego, który obiektywnie rzecz ujmując, stanowić mógłby powód do radości. Szewc, owszem, potrzebnym jest bardzo zawodem. W nowoczesnej, zatomizowanej Europie nawet bardzo drogim i cenionym zawodem. W polityce nie ma tam dla niego na pewno miejsca.
Powinienem się cieszyć. Bo "rząd zachowuje się jak... wystraszony piesek", argumentuje zaraz prezes w kolejnym temacie. Krótka jest więc u szefa opozycji droga od szewca do... psiarni. A ja, podobnie jak premier, lubię psy. I cenię pracę szewca.
Dobre buty umożliwiają wygodne się w nich poruszanie.
Gdy nie uciskają, nie obcierają i nie uwierają wówczas nie istnieje w ogóle potrzeba poruszania, na dodatek publicznie, takiego tematu. Katastrofa zaczyna się w chwili, gdy są za duże, za małe, za wysokie, za ciasne.
Powinienem się cieszyć.
Ale nie jestem przecież, nadal, u szewca.
Ani w psiarni.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)