Mój sześcioletni syn lubi oglądać „Pingwiny z Madagaskaru”. Jest to serial animowany utrzymany w popularnej dzisiaj stylistyce programu dla każdego - z jednej strony dynamiczna akcja i barwne postaci przyciągające uwagę dziecka, a z drugiej „dorosłe” teksty pełne szyderczych powiedzonek i kpiarskich uwag. Teoretycznie wiemy, czego można się spodziewać. Jednak to, co usłyszałem kilka dni temu, wprawiło mnie w osłupienie. W jednym z odcinków pojawiło się bowiem odniesienie do sowieckich obozów pracy, będących tak naprawdę białym piekłem ani trochę lepszym od niemieckich obozów zagłady. Otóż jeden z pingwinów, wygłaszając w zawrotnym tempie swój monolog, wypowiada kwestię, że wolałby już prędzej trafić do gułagu, niż zrobić coś, co akurat nie jest po jego myśli. To jest naprawdę smutne, że jeden z polskich tłumaczy (o ile dobrze wiem, dwie osoby tłumaczą serial) zdecydował się na takie porównanie. Dla zgrywy, dla szyderstwa. Po prostu. Trudno znaleźć zadowalające wytłumaczenie: czy to bezmyślność czy brak elementarnej wrażliwości.
Ta scena zarazem pokazuje wyraźnie, że nierównomierne (wciąż!) traktowanie obu systemów totalitarnych, które dławiły Polskę, wydaje gorzkie owoce. Jestem bowiem przekonany, że, nawet w takim serialu, nazwa Auschwitz nie zostałaby użyta. Tutaj zaś mamy Gułag – czyli system, który przez dziesiątki lat pochłonął życie milionów osób. Przychodzi na myśl gorzka refleksja, że wspomnienia Aleksandra Sołżenicyna, Gustawa Herlinga – Grudzińskiego czy Warłama Szałamowa, by wspomnieć jedynie tych najwybitniejszych, nie stały się powszechnie znane i „przetrawione”, skoro nawet w bajce dla dzieci kpi się pośrednio z niewyobrażalnych cierpień ofiar.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)