0 obserwujących
11 notek
10k odsłon
272 odsłony

Ayn Rand a chrześcijaństwo

Wykop Skomentuj10

Filozofia Rand siłą rzeczy, choć autorka podejmuje pewne próby kamuflażu, skierowana jest jedynie do nadludzi o sile charakteru hrabiego Monte Christo - osób wybitnych i niezłomnych, którzy choć uginają się pod brzemieniem nieludzkiego społeczeństwa (Roark klepie biedę, Galt pracuje latami jako robotnik torowy), to jednak zachowują zawsze swoją godność, a problemy codzienne nie odbijają się na ich woli, zdrowiu a nawet urodzie. Niemniej manifestowana niechęć nadludzi do „hołoty” jest tak ostentacyjna, że prowadzi do dogmatycznych idiotyzmów. Oto jeden z pozytywnych bohaterów Atlasa zbuntowanego, potentat kolejowy - Henry Rearden - stwierdza, że marzy o tym, by z jego linii korzystali giganci jak on, ewentualnie ci, którzy choć nie mają jego intelektu, to podzielają jego uczciwość. Jeśli z jego usług miałaby korzystać szara masa, to wolałby wysadzić tory w powietrze. Śmiać się czy płakać? Wprawdzie w powieści występują w rolach drugoplanowych „świadomi” robotnicy, pełni pokory, uczciwości i podziwu dla tytanów intelektu, stanowią jedynie ilustracyjne tło i służą podtrzymaniu pozorów, że filozofia obiektywizmu stanowić może atrakcyjną propozycję dla każdego. Jak już wspomnieliśmy, polemika z chrześcijaństwem stanowi zasadniczy element pisarstwa Rand. Przewartościowaniu ulega pojęcie grzechu pierworodnego – uzyskanie wiedzy o dobru i złu pozwoliło człowiekowi paradoksalnie stać się istotą moralną, ponieważ wygnanie z domniemanego raju, wiążące się z koniecznością zarabiania na własne życie spowodowało, że jednostka stała się pożyteczna i samodzielna. Dlatego też autorka zaleca kształtowanie swojego obrazu na podobieństwo ideału moralnego: Człowieka – istoty rozumnej. Ten parareligijny język stosowany jest celowo, gdyż powieści Rand niosą w gruncie rzeczy przesłanie teologiczne: „I widzę teraz twarz boga i wznoszę tego boga ponad ziemią, boga, którego ludzie szukali od początku swego istnienia, boga, który da im radość i spokój, i dumę. Ten bóg, to jedno słowo: „JA”.

Powtórzmy - owo wywyższenie człowieka stanowi pokłosie postrzegania chrześcijaństwa (nie zawsze wprost) jako przejawu nienawiści wobec człowieka, bowiem wedle filozofii Rand religijne uniesienie zasadza się na śmiertelnym strachu oraz padaniu na kolana i czołganiu się przed obliczem bóstwa, co upadla osobę ludzką. Taki obraz relacji między Bogiem a człowiekiem może być zasadniczo prawdziwy w odniesieniu do islamu, lecz z całą pewnością nie jest reprezentatywny dla chrześcijaństwa, w szczególności zaś nijak się ma do katolicyzmu. Uderzająca jest skrajna dychotomia – ludzie szlachetni są zawsze kreatywni, pracowici, pozbawieni w zasadzie jakichkolwiek ludzkich słabości: nie pragną żadnej władzy, nie kuszą ich uroki seksu, nie mają swoich wstydliwych słabostek - to po prostu herosi (dumni, piękni wewnętrznie i fizycznie, twardzi moralnie). Na ich tle negatywni bohaterowie to żałosne postaci nienawidzące swojej pracy, skomlące o litość i szukające wymówek dla swojego nieudacznictwa, ukazane w gruncie rzeczy jako moralne glisty bez honoru i celu życiowego. Przypominają żywe trupy, których proces życia męczy i śmiertelnie nuży. Żalą się tylko na swój los miotając się bezradnie, nie potrafiąc zadbać o siebie i swoją rodzinę, licząc, że „życie im się upiecze”. Stanowią przeciwieństwo człowieka silnego – egoisty w rozumieniu Rand (Cnota egoizmu), który nie musi uciekać się do kłamstw, oszustw oraz podtrzymywania pozorów. Egoista nie prowadzi życia powielonego i nie zabiega o akceptację bliźnich. I co ważne – nie wybacza, gdyż przebaczenie to kochanie w sobie tego, co najgorsze i najpokorniejsze. Świadomy swych celów nadczłowiek ma określony plan działania i interesują go cele materialne, racjonalne – w żadnym przypadku duchowe. To oczywiście pozór, nie pozwólmy się zwodzić – powieści Rand to przede wszystkim walka z duchem. Duchem chrześcijaństwa. Niemniej ów cel pozwala człowiekowi uniknąć upadku, bowiem „…jaki człowiek jest najbardziej zdemoralizowany? – Ten, który nie ma celu”. A ludzie zdemoralizowani winni podporządkować się geniuszom i poświęcić swoje, choćby drobne, interesy. Oto choćby Howard Roark, ów genialny architekt, przyciśnięty biedą, nie dysponując pieniędzmi na opłacenie czynszu, oświadcza właścicielowi mieszkania, które wynajmuje, że zapłaci, kiedy będzie mógł. Po prostu nie może inaczej. Nie przeprasza, nie tłumaczy. Zwykły człowiek winien pogodzić z faktem, że nie dostanie swoich pieniędzy na czas. Ciekawe, że słowa te wyszły spod pióra pisarki, która bezwzględnie pilnowała swoich interesów. No ale prawa są dla wybranych, a obowiązki dla reszty.

Przyznam, że fenomen popularności Rand stanowi dla mnie prawdziwą zagadkę, a jeszcze większe zaskoczenie budzi we mnie pozytywny odbiór jej prac, w szczególności powieści. To, co warte uwagi w beletrystyce autorki Źródła, to pochwała wytężonej pracy. To sporo, ale o wiele za mało. Koncepcje Ayn Rand nakreślone grubą kreską bez jakichkolwiek odcieni szarości są oderwane od rzeczywistości, a jej recepty stanowią niebezpieczeństwo dla polskiej wspólnoty, gdyż propagowanie skrajnego egoizmu oraz walka z chrześcijaństwem, które stanowi najważniejszy cel ataków, jest wywrotowe. Wypada się więc zgodzić z Proudhonem, który w Wyznaniach rewolucjonisty napisał: „Zadziwiające jest, jak we wszystkich kwestiach politycznych napotykamy teologię”. A przecież ekonomii i idei bez polityki wyobrazić sobie nie sposób.         

Grzegorz Jeż

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura