Grzegorz Wołk Grzegorz Wołk
71
BLOG

Czytując klasyków, szukając analogii

Grzegorz Wołk Grzegorz Wołk Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 17

Czytanie ma tę jedną przewagę nad pisaniem, że człowiek się nie kompromituje próbując coś stworzyć. Znam kilku wybitnych historyków, którzy zwykli mawiać, żeby wpierw sporo czytać a dopiero później próbowaćpisać. No chyba, że jest to blog ;)

Trwa u Krzysztofa Leskiego gorąca polemika na temat wyborów 4 czerwca. Komentów sporo, ale jak to zwykle bywa mało treściwe, niekiedy wulgarne, jedynie kilka pereł. Czyli taka salonowa norma. Coś tam u niego poczytałem, coś skomentowałem i wróciłem sobie do lektury. Kończę właśnie "Dzieje polskie w zarysie" Michała Bobrzyńskiego. Książka nieco już może archaiczna, ale warta uwagi. Co prawda wiele podnoszonych w niej tez zostało przez późniejszych historyków obalone, część faktów również nie znalazła pokrycia. Tak już bywa w tym zawodzie.

Niewątpliwie jednak była to książka, którą czytało pokolenie, które wywalczyło niepodległość po I wojnie światowej. To właśnie m.in. wokół tej książki (toczyły się gorące spory, nie gasnące polemiki. Na pewnym poziomie umysłowym, gdy człowiek chciał coś znaczyć na przełomie XIX i XX musiał tę pozycję znać. Dziś chyba nie ma takich książek. Chyba, że się mylę?

Jednak nie tym chciałem. Myśląc o tezach Bobrzyńskiego i wpisie Leskiego (dwaj "klasycy": historiografii i salonowy ;) ) tak pomyślałem, że 4 czerwiec  1989 to taki współczesny Grunwald. Wtedy też roznieśliśmy wroga, wydawało się, że bestyja długo nie pociągnie i generalnie będzie ok. Przecież takie wspaniałe zwycięstwo. Nie sposób go zmarnować.

Tak to jednak bywa, że dar do wygrywania ważnych bitew nie zawsze idzie w parze z umiejętnością wygrywania nie mniej ważnych wojen. Co prawda Jagiełło z Krzyżakami wygrał, ale miast ich zmiażdżyć pozostawił wrogowi czas na odsapnięcie.

4 czerwiec też ma coś z tej mistyki. Zwycięstwo wielkie. Mogę się mylić, ale czy jest ktoś kto będąc w 1989 roku świadomym człowiekiem (niekomunistą) nie cieszył się z wyniku wyborów? Tyle, że bitwy trzeba konsumować z pożytkiem dla powodzenia wojny. Po wielkim zwycięstwie przyszła gorycz listy krajowej, pierwszego prezydenta III RP, pierwszego kandydata na premiera itp. Czy brakło odwagi, wizji, a może po prostu wtedy nie dało się niczego więcej ugrać? Jeszcze długo będzięmy się o to spierać, tyle, że z mijającymi latami w sposób bardziej merytoryczny, kosztem emocji.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Kultura