Pomimo tego, że na PiS nie głosowałem, nie potępiłem ich w czambuł zaraz po objęciu władzy. Nie miałem zamiaru podłączać się do owczego pędu, którego jedyne argumenty przeciwko nowej władzy brzmiały "zaprowadzą tutaj państwo wyznaniowe", "prezydent wygląda jak...", "ciemniaki zrobią tu średniowiecze", itede, itepe... Postanowiłem dać PiSowi mały kredyt zaufania, licząc że weźmie w nim górę bardziej liberalne skrzydło, które na dodatek dogada się z PO i utworzy mityczny POPiS. Rozumiałem pewne zastrzeżenia, jakie można było mieć do pewnych środowisk w PO, jednak w żaden sposób nie mogłem pojąć, dlaczego zamiast kontaktów z nim, Jarosław Kaczyński wolał umoczyć się w kontaktach z LPR i Samoobroną, zaczynając od paktu stabilizacyjnego, a na koalicji kończąc.
Im dalej, tym było (z mojego punktu widzenia) gorzej. Wypadł z gry Kazimierz Marcinkiewicz, premier może nie wybitny, ale przynajmniej otwarty na współpracę z kim innym niż Lepper i Giertych - czyli, mówiąc wprost, z PO.
Romana Giertycha na stanowisku Ministra Edukacji przyjąłem chłodno, ale bez paniki i histerii, która objawiła się w masowych protestach. Nie przeczę, Giertych na swoją opinię sobie zasłużył, bo organizacja z której się wywodzi miała i zapewne nadal ma w swoich szeregach osoby, które chluby jej nijak nie przynoszą, za to najbardziej rzucają się w oczy. Ale protestować "za twarz"? Trochę to głupie. Co innego kiedy już zostały ogłoszone plany ministra, no ale z kolei nie zauważyłem w nich żadnego zarzewia indoktrynacji w szkołach.
Andrzej Lepper w resorcie rolnictwa również mnie nie przeraził. Spodziewałem się po nim przeciętności i chyba właśnie to dostałem. Dziwnym nie jest. Drzeć japę każdy może, zrobić coś kreatywnego jest o wiele trudniej.
O wiele bardziej denerwująca jest niekompetencja partii rządzącej w dziedzinach jej podlegających. Niezłomność w dyplomacji ma czasem swoje racje, jednakże to co wyczynia się w naszym MSZ, to jak wygląda nasza polityka zagraniczna - to śmiech na sali. Parę dobrych decyzji nie ukryje działań dyplomatycznych podejmowanych z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Generalnie, działania rządu mają jedną wspólną cechę: niezdarną przeciętność. Nie prowadzą nas może do katastrofy, ale porównując je do tego co PiS szumnie zapowiadał, można poczuć cokolwiek niemały rozdźwięk między teorią a praktyką. Ameryki tu zresztą nie odkrywam, nijakość i słabiznę rządów PiS i przystawek pokazano już chyba pod każdym kątem.
Żeby nie było, doceniam nieliczne sukcesy PiSu - jako takie ruszenie dekomunizacji do przodu, porządki w PZPNie, uprzykrzanie życia post-sowieckiej agenturze... To się chwali. To i niski poziom aferalności w rządzie. Tak długo, jak nie będziemy słyszeć o działaniach PiSowkiej wersji "koleżków", słupki poparcia dla PiSu będą się jakoś trzymały. Jednak jeśli i tu PiS polegnie, podzieli los SLD. Tak przewiduję.
Im dłużej PiS rządzi, tym mam mniej argumentów do jego obrony i na dobrą sprawę tym mniej w ogóle chce mi się ich bronić. Nadal upieram się, że wolę ich niż SLD, ale jest to upór coraz wątlejszy. A jakby tego było mało, jeśli ktoś mnie spyta jaką alternatywę proponuję, trudno będzie mi powiedzieć że PO. Oj tak, rozczarowanie tą partią boli mnie o wiele bardziej. Po PiSie nie spodziewałem się niczego wielkiego, po prostu wierzyłem że niczego do reszty nie spieprzą. Natomiast po PO spodziewałem się konstruktywnej promocji idei konserwatywno-liberalnych. Tymczasem PO ma zdanie na każdy temat, tyle że najczęściej streszcza się ono do: PiS nie ma racji. Nawet wtedy gdy PiS rację ma. W zasadzie gdyby nie kontrast dawany przez skrajnie betonową opozycję SLD, to PO wypadałoby jeszcze gorzej.
Szczerze? Nie czuję się już chyba nawet wykiwany dlatego, że zagłosowałem na taką a nie inną partię. Powoli myślę, że zostałem wykiwany tym, że namówiono mnie do pójscia na wybory. I jeśli nie pojawi się jakaś sensowna alternatywa na scenie politycznej i jeśli żadna z obecnych w Sejmie partii nie przedstawi sensownego i wykonalnego programu, to możliwe że zamiast pójść wrzucić kartę do urny, pójdę na piwo. Bo nie wiem czy będzie mi się chciało nawet pójść i wrzucić głos nieważny.
Kiedyś sam bym się zbeształ za te słowa. Teraz sam już nie wiem. Naprawdę.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)