Blog
po co tyle brodzenia przy brzegu?
Sławomir Wojciech Hałaczkiewicz
Sławomir Wojciech Hałaczkiewicz inżynier, członek założyciel P
0 obserwujących 41 notek 18296 odsłon
Sławomir Wojciech Hałaczkiewicz, 22 września 2010 r.

Polacy w Niemczech mówią jednym głosem!


Polacy w Niemczech mówią jednym głosem!

Z dużym zdumienie przeczytałem na łamach „Angory” komentarz pana Golly na temat polskiej mniejszości narodowej w Niemczech, w tym naszego, najstarszego związku oraz profesjonalizmu berlińskiego adwokata Stefana Hambury. Ponieważ autor powtarza bez głębszej znajomości rzeczy opinie powielane nie tylko przez osoby o antypolskim nastawieniu, że nie wspomnę o zaczepnym i dyskredytującym tonie, zmuszony jestem do wyjaśnienia kilku kwestii. Już na wstępie chciałbym jednak zaznaczyć, że nie jest to z mojej strony polemika, gdyż trudno dyskutować z ignorantem, osoby niebędącej jurystą, a ferującej orzeczenia natury prawniczej.

 

Po pierwsze: Status polskiej mniejszości narodowej w Niemczech definitywnie istnieje. W tym przypadku chodzi o dwie grupy, które stanowią obecnie 80% z ok. 2 mln Polaków żyjących w RFN. Są to obywatele niemieccy (w większości posiadający podwójne obywatelstwo, polskie i niemieckie), którzy są potomkami byłych obywateli niemieckich z Niemiec w granicach z 1937 r. Ten status dotyczy zarówno potomków Polaków obywateli niemieckich, którzy jakimś cudem przeżyli okres hitlerowskiego terroru i urodzili się na terenie Niemiec, w większości w Zagłębiu Rhury, Berlinie i Hamburgu, jak i potomków Polaków-byłych obywateli niemieckich, którzy przybyli do Niemiec, jako tzw. późni przesiedleńcy oraz ich rodziny, którzy na podstawie niemieckiego ustawodawstwa „od urodzenia” byli uważani za niemieckich obywateli, ale sami się do polskiej kultury przyznają. W stosunku do tej grupy często słychać zwodniczą argumentację, że osoby te opuszczały Polskę, gdyż uważały się za Niemców. Z pewnością dotyczy to części imigrantów, ale większość po prostu skorzystała w latach 60-, 70- i 80. ze stwarzanej im możliwości wydostania się z komunistycznego kraju i poprawy własnej egzystencji, dzięki „niemieckim papierom” lub z uwagi na miejsce zamieszkania na terenach Niemiec w granicach sprzed 1939 r. Wystarczyło dowiedzenie obywatelstwa przodków. W ten sposób tzw. późnymi przesiedleńcami stawali się w RFN m.in. potomkowie powstańców śląskich, którzy wielokrotnie już w pierwszych dniach pobytu w Republice Federalnej wysyłali swe dzieci do polskich szkół językowych. Same Niemcy rozszerzyły tę definicję na wszystkich członków rodziny, niezależnie od pochodzenia narodowościowego, czy państwowego (§3, ustawy o wypędzonych).

 

Po drugie, pan Golly sugeruje, że Rada Europy w sprawie polskiej mniejszości w Niemczech nie wypowiedziała się jednoznacznie. To jest o tyle fałszywe, że Rada Europy jak i całe prawo międzynarodowe pozostawia sprawę uznania pewnych grup o obywatelstwie danego kraju do decyzji poszczególnych rządów. Tzn. dotyczy to nie tylko Polaków w Niemczech, ale wszystkich mniejszości na terenie całej Europy. W tym kontekście było wyłącznie dobrą wolą rządu RP, że tak przykładnie wywiązuje się ze zobowiązań wobec mniejszości narodowych w Polsce, w tym mniejszości niemieckiej, czego np. rząd RFN nie czyni. Jako przedstawiciel Polaków w Niemczech mogę zapewnić, że cieszy nas lepsza sytuacja Niemców w Polsce i nie mamy najmniejszych nawet zamiarów czynienia nich zakładników nieprawidłowości i zaniedbań w stosunku do Polaków na terenie RFN.

 

Po trzecie, dyskusja o statusie Polaków, jako mniejszości narodowej w Niemczech jest o tyle bezprzedmiotowa, że Związek Polaków w Niemczech dysponuje wszystkimi dokumentami udowadniającymi ważność takiego stanu prawnego. Fakt ten został potwierdzony przez Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości w liście do mecenasa Hambury, który działał m.in. z naszego upoważnienia. W liście tym czytamy, że wszystkie ustawy lub dekrety rozwiązujące i zakazujące działalności polskich organizacji mniejszościowych w Niemczech były nielegalne, wobec czego nieważne od samego początku. Oznacza to, że żaden organ państwowy w RFN nigdy nie zniósł statusu Polaków, jako mniejszość w Niemczech.

 

Ponadto traktat polsko-niemiecki z 1991r. także rozszerza to pojęcie na wszystkich Polaków żyjących na stałe w Niemczech. Intencją obu stron traktatu było zrównanie w prawach niemieckiej mniejszości w Polsce i wszystkich Polaków w Niemczech, niezależnie od posiadanego obywatelstwa. Jak wiadomo polska strona wywiązuje się z tych ustaleń wzorcowo na poziomie leżącym ponad europejskimi standardami. Jednocześnie RFN nie wywiązał się z żadnych zobowiązań w tym zakresie, za co jego przedstawiciele sami uderzyli się w piersi. Żądanie „symetrycznego” i „proporcjonalnego” traktowania Polaków w RFN oznacza takie same przywileje wobec naszych organizacji, jakimi się cieszy niemiecka mniejszość w Polsce, co literalnie gwarantuje traktat dobrosąsiedzki. Usiłujemy, zatem dochodzić naszych praw, a nie ograniczać prawa i przywileje obywateli RP przyznających się do pochodzenia niemieckiego.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Amstern A gdzie jest sąd stojący ponad niemieckimi sądami?
  • @Marek Błaszkowski mylisz Waść Rusina i Moskwicina
  • @Wiktor Wektor członkowie PZPR zawsze byli dla was bohaterami, niektórzy dostali nawet...

Tematy w dziale