Jest taki rodzaj w*jny, który zawsze skazany jest na przegraną. Ale przez długie lata można toczyć zwycięskie bitwy. Do czasu, kiedy każdy typ broni zawodzi, nie odnosi skutku, przestaje działać. Wówczas wróg zyskuje przewagę i pomału dewastuje coraz większe terytorium.
Ten czas jest jak czarna dziura, inny wymiar, w którym czasoprzestrzeń dnia codziennego traci znaczenie, przestaje być dostrzegana, uwzględniana, bodźce z otoczenia jeden po drugim przebijają się do umysłu z coraz słabszą siłą, aż niektóre w końcu nie docierają.
Mówisz coś do mnie? Słyszę dźwięki z Twoich ust... Ach! Mówisz o pogodzie. Co to jest pogoda? Ja prowadzę w*jnę. O jedzeniu i spaniu, że konieczne? Nie teraz. Prowadzę w*jnę. O nadziei? Poczekaj. Zaraz. Później o niej pomyślę. Prowadzę w*jnę...
Każda chwila staje się wiecznością. Obserwuję stan i zmagania sił naszych i wroga. Nacieram na wroga kolejną dawką...
Kurcze, woda mi leci po twarzy...z oczu, z nosa. Przeszkadza. Na prawdę przeszkadza ta powódź z górnych dróg oddechowych piekąca skórę twarzy. Nieszczelne zawory. Niedoskonałości ludzkiego kostiumu dla ducha, zwanego ciałem. Yszsz...! Mój duch prowadzi w*jnę! Nie przeszkadzać!
Tak, wiem... Miałam tyle czasu, by okazać więcej miłości, tyle momentów, które umknęły bezpowrotnie. Ile teraz mogę jej okazać na... może ostatniej prostej? Prowadząc w*jnę? Czy to jeszcze będzie miłość, czułość, czy już tylko automatyczne czynności rozedrganymi ze stresu komórkami kostiumu dla duszy, które tylko zmęczą obdarowywanego?
Boszsze... gdybym wcześniej działała inaczej, prewencyjnie, gdy wróg był na tyle uśpiony, w fazie latentnej, że nie dawał oznak na horyzoncie. Gdybym nie robiła tego, czy tamtego, a robiła to, śmo i owo...
- Nie miałabyś żadnej gwarancji, że teraz byłoby lepiej.
Ta prawda wypowiadana przez specjalistów, dźwięczy w umyśle, aby trzymać ducha na pozycji, gdy zaczyna łamać się, karać, sabotować.
- Walcz teraz!
Ale czy nie jest za późno? A może źle walczę? Może złe strategie stosuję?
- Walcz!
Walczę. Kolejne starcie. Arsenał broni stosowany metodycznie zawodzi. Działa jak woda święcona.
O! Teraz potrzebna jest nadzieja. Nowa strategia, nowy algorytm. Ten suplement wymienimy na inny do reszty arsenału medycznego. Więcej poić. Może jeszcze więcej pogrzać teren lampką sollux? Teren... wątły organizm ukochanej istotki dewastowany przez wroga.
Czekamy. Obserwujemy. Każda chwila znów staje się wiecznością. Ale może za chwilę obrona zadziała? Za godzinę? Jutro?
Stwórco! Nie odbieraj mi tej kruszynki. Jeszcze nie tym razem. Może za rok, za dwa...? Za pół roku? Daj jej jeszcze czas tu na Ziemi.
Obiecuję Ci jak trzyletnie, głupie, zasmarkane dziecko, kolejny raz obiecuje, choć pewnie masz już dość słuchania tych ciągłych obietnic.
BĘDĘ LEPSZYM CZŁOWIEKIEM !!!
Tylko okaż łaskę, bądź miłosierny... jeszcze ten jeden raz.
To w*jna o życie ukochanej istotki. Siódmej. Sześć poprzednich w*jen, o życie sześciu pozostałych w poprzednich latach, pomimo wielu bitew - przegranych.
Wróg nazywa się wirus FeLV plus teraz wtórne zakażenie bakterią Mycoplasma. Ale mógłby nosić każde inne imię, gdy wszechświat zabiera duszę tam skąd przyszła.
Gdy nadchodzi moment, że trzeba złożyć cały arsenał broni i poddać się, bo dalsza bezskuteczna walka nie miałaby sensu, a stałaby się okrucieństwem...
W tym momencie przejścia ziemskiej miłości do krainy duchowej szczęśliwości, w moim umyśle pali myśl:
- Pamiętaj, musisz żyć dla pozostałych. Zbieraj w sobie siły, ucz się, poszerzaj wiedzę, świadomość i działaj mądrzej, skuteczniej, wytrwalej...dla pozostałych.
W*jna o siódme życie jeszcze nie rozstrzygnięta. Walczymy!
Nie wiem ile żyć będę wspominać za kilka dni z początkiem listopada - czy sześć, czy już siedem?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)