Jak ja nie znoszę wychodzić z domu to jeden Pan Bóg wie! Dlaczego? Bo jak się wyjdzie z domu, to wszędzie dookoła klamoty cywilizacyjne twórczości współczesnego człowieka – ulice, samochody, latarnie, chodniki, sklepy, no i przesuwające się w te i we wte tłuuuumy luuuudzi. Ble!
Jednak dziś wyszłam, bo Auchan zrobił akcję:
WYMIEŃ ŚMIECI NA OWOCE.
Za niewielką ilość śmieci można było dostać za darmo kilo owoców. Np. za 10 słoików, albo 10 butelek, albo 10 kartonów po sokach, albo 10 puszek, albo 10 baterii, albo 3 małe elektrośmieci (telefon, latarka etc), albo 5 kg makulatury.
Wzdrygało mnie na samą myśl jakie od 10.00 ustawią się tam kilometrowe koleje (a akcja tylko do 15.00). Jednak mój maniacki charakter gospodarności i troska o środowisko zmusiły mnie do przezwyciężenia niechęci obcowania z ludźmi i wypchały z domu… ok. 12.00.
Przyjeżdżam… akcja zorganizowana na parkingu. Stoją kontenery na śmieci - puste, stoją skrzynie z owocami – pełne po brzegi… i ani jednego żywego ducha! Żadnego ludzia! Podchodzę, oddaję trzy małe elektrośmieci. Każą wybrać sobie owoce. Wybrałam kiść – siedem – bananów, wielką pomarańczę i jabłko. Ponad kilo.
Owoce świeżutkie, dobre gatunkowo. Żadne tam przejrzałe odpady, czy nie nadająca się do jedzenia karłowata zielenina. Pełnowartościowy towar!
O akcji było wiadomo od dwóch tygodni. Przez ten czas naprawdę można było uzbierać coś z podanych śmieci. Ale Polak? Miałby bawić się w takie głupoty? Za kilo owoców?
Nie pokusił się żaden emeryt ani rencista. Owocami pogardziły samotne matki z niedożywionymi dziećmi, których w Polsce podobno zatrzęsienie. Całą sprawę w nosie mieli nawet bezdomni! Kto skorzystał? BOGATA RYTMICZKA.
Przy okazji wstąpiłam na halę po zakupy. U wejścia przedstawiciele schroniska dla zwierząt zbierali dary do kontenera. Zapytałam co najbardziej potrzebują, to kupię. Środki czystości, bo zwierzęta bardzo brudzą. No i jedzenie oczywiście. Ale że jedzenie ludzie dają w głównej mierze, to woleliby środki czystości.
Nakupowałam trzy siaty najtańszych, auchanowsko markowych. Proszek do czyszczenia – 1,79zł. Proszek do prania – po 2,60 za kg. Mleczko – 2,05. Trochę puszek z jedzeniem, ryżu, makaronu. Wydałam na nich w sumie 30 zł. Bardzo się ucieszyli. Ja jeszcze bardziej. :)
Wracając do domu otarłam się jeszcze (jak co dzień) o beznadziejne zachowania nadętych, infantylnych symboli stolicy – pustych brzdęczących słoików, czyli samca z wózkiem w roli matki – Polki i młodej parki wokół której roztaczała się aura hasła: ‘Tak dla tradycyjnych małżeństw’. Ale to już temat na oddzielną notkę.
Niezmiernie zadowolona z dzisiejszych interesów (5 zł oszczędności na owocach i 30 zł wydatków na zwierzęta, czyli 25 zł w plecy), zamykam się do wtorku w domu i nosa nie wyściubię, żeby nie oglądać polskiej pychy, arogancji, lenistwa, braku zaradności, hipokryzji i skwaszonych min, że w Polsce jest źle, bo nie ma co jeść. Bo owoce to nie jedzenie dla Polaka. Jakby chipsy i piwo rozdawali, to na pewno koleje by stały kilometrowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)