Nie rozumiem współczesnej Europy i roszczeń Unitów, w tym Polaków. Patrząc na dzisiejsze ruchy społeczno-gospodarcze i porównując je do interesów prowadzonych przez moją mamę na gospodarstwie ojczyma za komuny (gdy miałam 10-15 lat) stwierdzam, że we współczesnej Unii jest więcej komunizmu niż za komunizmu i więcej socjalistycznej gospodarki planowo – sterowanej niż za komunistycznej, planowej i sterowanej od góry. Polacy zaś pyszczą na Unię i rząd, ale bardzo jest im ta cała patologia na ręką. Swoista hipokryzja.
Kiedy by nie nastawił telewizorni – ciągle ktoś wrzeszczy, że nie wie jak żyć i domaga się opieki rządu. Strajki, blokady, wrzaski i wuwuzele na ulicach. A to powódź, a to trąba powietrzna, a to sankcje na Rosję, a to… dziki. Płać państwo, płać, bo my po 3 latka mamy i potrzebujemy mamy i taty, co by nosa nam wytarli, majtki podciągnęli i jeszcze zabawki kupili.
Kogo obchodziło, że nam na szklarniach zalęgły się rude, tłuste nornice i zżarły cebule Amarylisa? Kogo obchodziło, że kukurydza na polu się zeschła, zanim wydała kolby i trzeba było stalerzować 10 ha, czyli posiekać i zaorać? Teraz dziki w woj. podlaskim zniszczyły 4 tys. ha upraw w ok. 1 300 gospodarstwach. To straty średnio 3 ha na gospodarstwo. Wrzask na całą Polskę o odszkodowania i zapomogi.
Za czasów biznesowania mojej mamy (lata 80-te) nie było gdzie i komu wrzeszczeć. Nikogo nie interesowało co uprawiasz, co i z jakich przyczyn ci zdechło.
Np. elektrownia odłączyła prąd na 2 dni, bo jej się nie chciało dostarczyć i w nosie miała, że piece miałowe i taśmociąg do nawęglania non stop pracowały na prąd, żeby utrzymać stałą temperaturę na szklarniach, bo spadek nawet o 5 stopni przez 3 godziny doprowadzał do padnięcia całej uprawy – tak wrażliwy był to kwiat. A produkcja szła w dziesiątki tysięcy cebul.
Jakieś odszkodowania od elektrowni nawet na drodze cywilnej? Odszkodowanie od PAŃSTWOWEJ ELEKTROWNI, czy od rządu? Koń by się ze śmiechu kopytami zakrył. Chciałeś mieć haziaju biznes, to radź se sam. I radziliśmy sobie. Wataha z elektrowni szła na ksiuty, wyłączała guziczek z prądem – to my włączaliśmy guziczek w naszym agregacie prądotwórczym na ropę. I agregat zasuwał, dopokąd elektrownicy z ksiutów nie wrócili i prądu nie puścili.
A kogo obchodziło, że grad wielkości kurzych jaj szyby nam na szklarniach powybijał (a mieliśmy 2 tys. m2 pod szkłem)? Mojej matce, gdyby czepnęła się rękawa premiera i zawodziła: „Panie premierze jak żyć? Jak żyć panie premierze?” – chyba by Tworki wszyscy dookoła polecili. Grad powybijał, to ojczym z pracownikiem po drabinie na dach pędzili i nie zeszli dopóki wszystkie szyby nie zostały wstawione. Już nie powiem, że dostawa kitu do GS-u była raz na pół roku i trzeba było brać wtedy, kiedy był a nie kiedy grad szyby wybijał.
Albo że PAŃSTWOWA kopalnia dostarczyła nam 12 wagonów gorszej jakości miału i do końca zimy nie starczyło opału, bo trzeba było sypać 2 razy więcej, żeby palił się i dawał temperaturę jak normalny miał? Jakieś reklamacje? Odszkodowania? Gdzie? Od kogo? Koń dalej zakrywa się kopytami ze śmiechu.
A kogo obchodziło, że PAŃSTWOWE przedsiębiorstwo w Toruniu zakontraktowało ileś tam tysięcy cebul amarylisa i z dnia na dzień zerwało kontrakt, bez podania przyczyn? Kogo obchodziło, co zrobimy z tymi cebulami – czy zjemy, czy wywalimy na kompost?
Jak trzeba było przewidywać i zabezpieczać się, żeby w ogóle przedsiębiorstwo w tamtych czasach prowadzić i japońskimi limuzynami jeżdzić (Nissan Sunny, Mitshubishi Galant) – to tylko moja mama wie i trochę ja, która ją podpatrywała.
Ja bym nie umiała teraz rządzić tym krajem. Tu tylko wietrzyk bąka puści, albo deszczyk siusiu zrobi – zaraz lecą z wrzaskiem i płaczem do rządu. „Dajcie, dajcie, bo nie sprzedaliśmy, bo nam woda zalała, bo nam wietrzyk nadmuchał, bo złośliwe dziki się na nas uwzięły…”.
Autentycznie proszę Państwa. Nie wiedziałabym jak poradzić sobie z takim przedszkolem.
Ja wychowana zostałam w systemie KOMUNISTYCZNEJ GOSPODARKI WOLNORYNKOWEJ i DEMOKRATYCZNA STEROWANA ZE WSZYSTKICH STRON…
JEST MI KOMPLETNIE OBCA.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)