Niepoprawny jak zawsze
"Gdy wszyscy mają już pewność, że coś jest niemożliwe do wykonania, zawsze przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i po prostu to robi". / Albert Einstein /
5 obserwujących
54 notki
12k odsłon
  150   2

Po co Europejska Armia - Lepsze gestapo

Mocno utytułowana pani, prof. dr Gesa Lindemann z uniwersytetu w Oldenburgu, parająca się również żurnalistyką, wpadła na genialny pomysł.

Mocno utytułowana pani, prof. dr Gesa Lindemann z uniwersytetu w Oldenburgu, parająca się również żurnalistyką, wpadła na genialny pomysł. Otóż proponuje ona powołanie europejskiego wojska broniącego "europejskich wartości" oraz "praworządności" w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej. Fakt, że jej artykuł na ten temat ukazał się w „Die Zeit”, wprawdzie w wersji internetowej, ale niewiele to zmienia, nie jest bez znaczenia, ponieważ periodyk ten, który w języku niemieckim można by scharakteryzować jednym słowem: linksliberal, jest w stanie znieść tak zaskakujące treści, nawet jeśli się pod nimi nie podpisuje. Dziwna jest też motywacja takiego projektu. Zdaje się odgrywać tu rolę oszczędność, co do wielu przemawiałoby niezależnie od ich poglądów politycznych. Jednak nie to jest argument istotny. Autorce chodzi o armię europejską „pod wodzą "prezydenta UE" i Parlamentu Europejskiego”. Lindemann sądzi, że "Gdyby istniała europejska armia zdolna do obrony wschodnich granic UE, to również Polska stałaby się bastionem zagorzałych proeuropejczyków. Zaangażowana postawa obronna w szczególności wobec Rosji byłaby równoznaczna z postawą w obronie 'naszych wspólnych wartości' . Zaraz wypada sprostować jedno nieporozumienie. Polska jest pełna „proeuropejczyków”, ponieważ niezależnie od tego co o tym sądzi pani L., należy do Europy od zawsze. Natomiast nie oznacza to bynajmniej konieczności wyrzeczenia się przez nią swej suwerenności i tożsamości. Dziwne, że osoba z tytułem profesorskim takich rzeczy nie rozumie.

Czytając te rewelacje człowiek czuje jak gdyby chodził po cienkim lodzie. Bo w końcu co tak naprawdę chce dziennikarka powiedzieć? Czy w jej optyce NATO już w ogóle nie istnieje, że nagle potrzebna jest owa armia europejska „pod wodzą prezydenta Unii Europejskiej i parlamentu europejskiego”? Czy byłaby ona praktycznie wycelowana tylko w Rosję, bo w kogoż by jeszcze? Może w „niepraworządną” Polskę? Wiadomo, że byłaby to armia, toutes proportions gardées, niemiecka, w najlepszym razie niemiecko-francuska, a więc przed kim jeszcze i kogo miałaby chronić? Prezydenta Unii Europejskiej trzeba by dopiero ustanowić, a gdyby PE rządził tą armią, to skończyłoby się wszystko na komisjach, deklaracjach i nasiadówkach. Coś zawodzi u pani Lindemann logiczne myślenie.

Czyli właściwie pani Lindemann młóci słomę. Ale nie do końca, gdyż pani ta zza barykady pustych i dość niemądrych frazesów strzela z grubej rury. Obok obrony przed Rosją armia ta miałaby być użyta do "obrony demokratycznego porządku konstytucyjnego". A jej istnienie spowodowałoby, że nie nastąpiłby – rzekomy [ZZ] – "zamach na konstytucyjne zasady podziału władzy w Polsce". „Polska mogłaby wtedy ufać, że zjednoczona Europa będzie skutecznie chronić przed Rosją, a ta ochrona byłaby z kolei połączona z uznaniem demokratycznych rządów prawa". To prawdziwy bełkot. Pytanie zasadnicze: kogo lub co Lindemann nazywa Polską? Czy tych kilkunastu europosłów, którzy notorycznie szkodzą Polsce, czy opozycję, której ideą przewodnią jest „bo nie” bez względu na dobro kraju i narodu?

ma jeszcze dość rozumu, by jawnie nie powiedzieć, że „jej” armia ma za zadanie ujarzmienie Europy według zasad libertyńsko-lewackich i że nie chodzi o żadną praworządność, ale zwykłą, w Niemczech wypraktykowaną Gleichschaltung. O to, by nikt nie wychylał się ze swą tradycją, wiarą, wartościami, bo wszyscy mają mówić, wprawdzie inaczej niż kiedyś, ale w podobnym stylu, jak kiedyś wrzeszczano: „ein Volk, ein Reich, ein Führer”. Czy nie można by tak po prostu powiedzieć o co chodzi? Bo chodzi o to, by nikt w tym rzekomo intelektualnym tyglu nie był w stanie obronić się przed rozpuszczeniem w bezkształtnej masie antykultury wypranej z treści, której orędowniczką stało się, niestety, kierownictwo Unii Europejskiej. Ależ, pani Lindemann! Chcąc tak zniewolić ludzi, by to osiągnąć, po co zaraz tworzyć armię, wystarczyłoby Gestapo wzbogacone o doświadczenia Czeka?! Bo przyzna pani, że ta obrona przed Rosją, to lipa? A tak, nawiasem mówiąc, to propozycja pani Lindemann wcale nie jest nowością. W ZSRR istniały wojska NKWD, w III Rzeszy – Waffen SS, w PRL – KBW i w każdym totalitarnym państwie podobne jednostki. Zjednoczona Europa według receptury pani Lindemann nie mogłaby odstawać od tych wzorców. Choć, moim zdaniem, wystarczyłoby Gestapo, ewentualnie dla uporczywie „niepraworządnych” resocjalizacja według wypróbowanych metod KZtów.

https://niepoprawni.pl/blog/zygmunt-zielinski/po-co-europejska-armia-lepsze-gestapo

image

Ks. Zygmunt Zieliński (ur.1931) profesor zwyczajny, dr hab. emeryt, były kierownik Katedry Historii Kościoła w XIX i XX wieku w Instytucie Historii na Wydziale Teologii KUL, wykładowca Akademii Polonijnej w Częstochowie i Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie (germanistyka), w Seton Hall University (USA), autor lub redaktor 48 książek, ogólnie ok. 760 publikacji, promotor 45 doktoratów. Obszar zainteresowań: historia Kościoła powszechnego i w Polsce w XIX i XX wieku, dzieje papiestwa (4 wydania: Papieże i papiestwo dwóch ostatnich wieków), dzieje Niemiec i stosunki polsko-niemieckie, czasopiśmiennictwo, filologia niemiecka.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale