Czy każdy z Was wie jaki ma cel istnienia?
Ludzie religijni mają łatwo- chcą zaznać wiecznego szczęścia w raju.
Bioentuzjaści (jak ja) też mają łatwo. Utożsamiają się z Naturą i uważają, że człowiek, tak jak wszystkie inne gatunki, jest wtedy szczęśliwy, jak maksymalizuje ilość swoich genów.
Z punktu widzenia człowieka religijnego ilość genów ludzkich na świecie jest bez specjalnego znaczenia. Do raju może się dostać zarówno mnich głodujący w swojej pustelni i modlący się przez całe życie, jak i rodzice kilkorga dzieci zasuwający po 16 godzin na dobę.
Z punktu widzenia bioentuzjasty niby sytuacja nie wygląda źle. Mamy ładnych parę miliardów ludzi, kilka razy więcej niż zaledwie 200 lat temu.
Sukces reprodukcyjny człowieka jednak drogo kosztuje. Zaświniamy tę naszą Ziemię strasznie, jemy dużo, ale niemal same chemikalia, stresujemy się jak cholera, zamyjamy się w betonowych klatkach i nie mamy ochoty widzieć nikogo innego (typowe objawy zbyt dużej gęstości zaludnienia).
Objawem "sprzeciwu" Natury wobec takiego życia jest zmniejszająca się z roku na rok ilość plemników u mężczyzn. Jeszcze kilkadziesiąt lat i może ich w ogóle zabraknąć.
Oczywiście, nauka znajdzie 100 sposobów, aby rozmnażanie odbywało się bez udziału tych sympatycznych "kijanek". Pytanie tylko, czy to będzie dobre rozwiązanie, czy nie następna "klatka", którą sobie ludzie stworzą...
Może jednak zadbać o nasze plemniki...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)