Jestem wielkim entuzjastą piłki nożnej. Moje dwie bramki strzelone w barwach Uniwersytetu Warszawskiego drużynie Akademii Wychowania Fizycznego dały jedyne w historii zwycięstwo tej pierwszej nad tą drugą.
Wiem, kto to jest Dida, a kto Matusiak.
A jednak z EURO 2012 w Polsce cieszę się umiarkowanie.
Dlaczego?
Dlatego, bo musimy wydać kupę kasy. Autostrady, lotniska są ok. Zawsze się przydadzą. Hotele zbudują prywatne firmy.
Ale 6 stadionów? Każdy na 80 tys widzów? Na nasze mecze ligowe przychodzi góra 20 tys., a zazwyczaj koło 2 tys. widzów.
Czy się to nam zwróci? Śmiem wątpić. Jeżeli tak, to dopiero w 2012.
Przez te 5 lat musimy stać się tygrysem budownictwa (chyba, że wynajmiemy firmy zachodnie za grubą kasę). Na razie nic nie wskazuje, aby tak się miało stać. Domów budujemy tyle samo, co w 2005 (3 miliony- he, he!!!), autostrady są ciągle w planach.
Czy nastąpi cud? Jeżeli tak, to tylko dzięki europejskim funduszom, które pójdą na budowę stadionów, lotnisk i autostrad. Ale wtedy nie pójdą na uzdrowienie polskiej nauki, edukacji i medycyny.
Ale sami tego chcieliśmy. Igrzysk!!! Tylko czy naprawdę to my chcemy tych igrzysk, czy może cesarze Europy i Polski z Ukrainą chcą mieć spokój z ciemnym ludem, któremu zaraz się powie: Najpierw Euro 2012, a dopiero później wszystko inne.
Jedyna pozytywna rzecz w tym wszystkim, że w r. 2012 rządzić będzie PMM, premierem będzie Człowiek o niezbyt udanych inicjałach WC, i Oni spiją śmietankę z potu i łez wylanych w najbliższych 5 latach.
Ciekawym wątkiem jest też sprawa Ukrainy. Na włosku wisi jej niezależność od Rosji. Czyżby Euro2012 miało za zadanie zachowanie niepodległej Ukrainy?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)