Jak już nerwowo nie wytrzymam, to sam założę partię polityczną.
Pierwszym punktem programu będzie zniesienie święta 1 maja. Jak już musimy obchodzić 3 maja, to jasne jest, że 1 i 3 razem dają nawet 9 dni wolnego, jak to jest w tym roku.
Może Niemcy i Francuzi są już wystarczająco bogaci, żeby się nie przemęczać i więcej odpoczywać, jak pracować. Ale my???
Drugim punktem programu będzie zniesienie wolnych sobót przez najbliższe 10 lat. Policzmy: teraz mamy 5% wzrostu gospodarczego. Gdybyśmy pracowali w soboty, to byśmy dodali prawie 15% wzrostu. Razem 20%. Przez 10 lat daje to ponad sześciokrotny wzrost naszego PKB. Tyle potrzeba, aby osiągnąć poziom najbogatszych krajów.
Czy nie byłoby przyjemnie zamiast zarabiać 800 Euro, prawie 5000 Euro?
Ja akurat pracuję bardzo często w soboty i niedziele, ale to niewiele daje, bo "jednostka zerem, jednostka bzdurą". Jakbyśmy się tak wszyscy skrzyknęli, to i EURO 2012 byłoby łatwiej zrobić, a deficyt budżetowy 30 mld złotych byłby do skasowania zupełnie bezboleśnie.
Problem w tym, że jakoś przez skórę czuję, że moja partia progu wyborczego by nie przekroczyła... :-) A szkoda...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)