To, co mnie odrzuca od religii i ideologii (jakichkolwiek), to posługiwanie się wyrażeniami i wyrazami, nad znaczeniem których nikt się nie zastanawia, bo gdyby się zastanowił, to by ich nie używał.
Kiedyś jeden z sympatycznych Internautów stwierdził (całkiem na poważnie!) w dyskusji ze mną, że prawdziwym Bogiem jest ten, który kocha Hazelharda.
Jedynym dobrze zdefiniowanym (aczkolwiek pełnym zagadek!!!) wyrazem w powyższej opinii jest "Hazelhard". Wyrazy "Prawdziwy", "Bóg", "kocha" to, niestety, hasła-zaklęcia nic nie znaczące.
Czytam sobie ostatnio wieczorami "The God delusion" Richarda Dawkinsa. Po polsku jest też dostępna pod tytułem "Bóg urojony", ale czytam po angielsku, bo mam za darmo wersję pdf, a 50 zł za polskie wydanie szkoda mi wydawać.
Książkę powinni czytać ludzie w wieku 14-18 lat. Dla 50-latka po przejściach jest już nieco nudna. Jednakże zwróciłem uwagę na ciekawe spostrzeżenie, że zdanie "Bóg jest wszechwiedzący i wszechmocny" jest wewnętrznie sprzeczne. Albo ktoś jest wszechmocny, albo wszechwiedzący.
Ktoś, kto może zmieniać przyszłość (wszechmoc), nie może jej znać (wszechwiedza), bo wtedy nic nie zmienia.
Think it over... , jak mówi Dawkins.





Komentarze
Pokaż komentarze (29)