Czy gangster sypiący kolegów postępuje moralnie?
Czy uczeń denucjujący ściągającego kolegę zasługuje na naszą sympatię?
Czy człowiek piszący donos na sąsiada, że ten pędzi i sprzedaje znajomym bimber, jest wzorem do naśladowania?
Niby każde z tych zachowań powinniśmy pochwalać jako przejaw walki o zmniejszenie przestępczości, ale jakoś wewnętrznie czujemy, że coś jest nie tak.
"Cosiem" jest to, że naruszona zostaje solidarność grupy: gangsterów, uczniów, czy sąsiadów. A bez solidarności żadna grupa nie może funkcjonować.
Stąd nasza podświadoma (albo i świadoma) obawa, że te wszystkie trzy osoby zdradziłyby nas, gdybyśmy wspólnie się znaleźli, na przykład, w obozie jenieckim, czy gdybyśmy mieli wspólnie wydobywać zatopiony statek pełen skarbów.
Jeżeli ktoś w naszej grupie postępuje jak świnia, i nie potrafimy tego zmienić, to albo to powinniśmy zaakceptować, albo się z grupy wypisać. Podkładanie świni tej świni jest marnym rozwiązaniem, bo burzy pojęcie solidarności grupowej.
Skąd mi taki temat przyszedł do głowy? Chyba za dużo oglądam TVN24, gdzie A. Lepper w kółko i na okrągło po podłożonej świni przez naszego Premiera...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)