P. Morawiecki (Solidardość Walcząca) grzmiał w telewizorze, że jak to możliwe, aby taki Krauze, czy Kulczyk, zarabiali po kilkaset tysięcy dziennie (tyle wychodzi, jak się podzieli kilka miliardów ich majątku na kilkanaście lat ich działalności).
Faktycznie, z punktu widzenia ciężko pracującego nauczyciela zarabiającego 2000 zł, czy lekarza, może to wytwarzać pewien mechanizm zazdrości połączonej z przekonaniem, że świat nie jest urządzony tak, jak powinien.
Nikt jednak nie ma pretensji do mechanizmu inwestowania. Jeden zainwestuje 10 000 zł i ma z tego 5% zysku, a drugi ma lepszy pomysł i ma 50% zysku. Ten pierwszy po 20 latach z tych 10 000 zl ma 26 500 zł, ten drugi 33 250 000 !!! A jeżeli ktoś zainwestuje 100 000 zł i miałby co roku 100% zysku, to będzie miał po tych 20 latach 10 miliardów złotych.
Czy jest coś w tym niewłaściwego z punktu widzenia funkcjonowania gatunku ludzkiego?
Wręcz przeciwnie. Jest to fantastyczny mechanizm napędzający ludzi do inwestowania swoich pieniędzy w przedsięwzięcia najbardziej zyskowne. Ludzie nie inwestują w produkcję ubrań rakotwórczych (nikt by ich nie kupił), tylko w fabrykę białych diod elektroluminescencyjnych, bo to doprowadzi do oszczędności energii, mniejszego zanieczyszczenia atmosfery, no i weselszego życia, bo diody są dużo lepsze do fantazyjnego oświetlenia.
Na majątek bogatych ludzi należy patrzeć też przez pryzmat jego struktury. Jeżeli np., p. Krauze posiada majątek kilku miliardów złotych, to podejrzewam, że na konsumpcję Jego i Jego rodziny może wychodzić „zaledwie” kilka milionów rocznie, no bo ile samochodów, domów, czy kawioru można kupić... Reszta pieniędzy jest społecznie użyteczna, w postaci fabryk, akcji, czy pieniędzy w banku (który też inwestuje).
Podsumowując: bycie bardzo bogatym nie jest niczym społecznie szkodliwym, a wręcz przeciwnie, poprzez premiowanie najbardziej udanych inwestycji oraz umożliwianie pracy i zarobku wielu ludziom, którzy z majątku (np., produkcyjnego) kapitalisty korzystają.
Problem jednak w tym, że bardzo duże stopy zwrotu z inwestycji nie występują tylko w high-techu, ale także w działaniach nielegalnych, np., produkcji narkotyków, czy korupcji urzędników decydujących o zamówieniach publicznych.
O ile to pierwsze jest dość łatwe do udowodnienia (jak się już namierzy pole makowe), to korupcję można udowodnić tylko jak łapówkarz i łapówkobiorca są idiotami i mają np., dokumenty sfałszowane, czy dadzą się nagrać bojówkom z ABW. Natomiast w normalnym przypadku ustawianie przetargu jest nie do wykrycia.
Jak można udowodnić, że firma Hazelsoft bardziej nadawała się do informatyzacji jakiegoś urzędu, niż firma Tagelsoft? Prywatny przedsiębiorca decyduje „na nosa”, i albo się uda, albo nie.
Decyzja uczciwego urzędnika jest też „na tego nosa”, a nieuczciwego opiera się na łapówce. Ale tego nikt nigdy nie udowodni!!!
Dlatego mam propozycję, aby spuścić zasłonę na przeszłość. Trudno, mieliśmy (i mamy!!!) socjalizm w Polsce, wielu ludzi (najprawdopodobniej i Krauze, i Kulczyk) doszło do wielkich pieniędzy dzięki nieuczciwym zamówieniom publicznym, ale nic na to już nie poradzimy. Należy się cieszyć, że pieniądze inwestują, budują fabryki, dają pracę wielu ludziom.
Ale na przyszłość zlikwidujmy w końcu koryto, likwidując własność państwową. Najwyższy czas!


Komentarze
Pokaż komentarze (14)