Zdumiewa mnie dobre samopoczucie Romana Giertycha, który twierdzi, że tyle dobrego zrobił dla polskiej edukacji wtedy, jak był Ministrem.
Nie będę się pastwił nad humanistą z wykształcenia, i biadał nad dalszym upadkiem poziomu nauczania nauk przyrodniczych wraz z matematyką, bo o tym wszyscy wiedzą (a przynajmniej powinni wiedzieć).
Natomiast zdumiała mnie opinia wypowiedziana na którymś z forów internetowych, że R.G. był pierwszym polskim Ministrem Edukacji, dbającym o prawdę historyczną.
Wstrząsnęło to mną do głębi, bo tak lukrowanej historii, jak my ją uczymy, nie ma chyba żaden inny naród na świecie.
Zaczęło się to już dawno, za średniowiecznych historyków, którzy usunęli z historii masakry wieśniaków (nie chcących zaakceptować obcej im wschodniej religii, czyli chrześcijaństwa), czy króla Bolesława (czasem żartobliwie nazywanego Zapomnianym), który wystąpił w obronie prześladowanych polskich patriotów (tak byśmy nazwali teraz ludzi, którzy by nie chcieli poddać się nowej, obcej ideologii).
Idąc dalej przez historię, moglibyśmy zobaczyć, co znaczą owe "chrześcijańskie korzenie", ile ludzi zginęło w męczarniach, a ich kaci mieli pobożne wyrazy na ustach.
Krytykując (słusznie) komunistów, że fałszowali historię (patrz Katyń), pamiętajmy, że mamy sami do odfałszowania jeszcze wiele czarnych kart naszej historii.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)