Prawdopodobnie każdy z nas przeżywa nagromadzenie trudnych spraw w życiu.
Choroby własne i najblizszych, debet na koncie, w pracy problemy człowieka
przerastające, w telewizji "Taniec z gwiazdami", a w jezdniach dziury jak
okopy przeciwczołgowe.
Coś takiego mnie spotkało. Za nic nie mogę wymyślić, jak zrobić aby atomy magnezu mi nie dyfundowały z ebl-u (electron blocking layer) do studni kwantowych, na zdrowiu czuję się marnie, finansowo przeszarżowałem z inwestycjami (w pracy i w domu), no, a najważniejsze, na blogach Arka i Eine czytam dyskusje o podstawach fizyki kwantowej i..., jak ten Kubuś Puchatek, im więcej myślę na ten temat, tym mniej rozumiem.
Pomyślałem, że to za dużo na moją biedną głowę i ... dzisiaj w pociągu zacząłem odmawiać "Ojcze nasz", na wszelki wypadek po angielsku, aby nie blunić za bardzo. Zdążyłem odmówić 138 razy, wyszedłem z pociągu, i ... pełnia szczęścia. Przez pół godziny nie zawiodłem ani razu w szukaniu rozwiązania moich problemów. Nie zawiodłem, bo żadnych rozwiązań po prostu nie szukałem!
Nie chcę przez to powiedzieć, że już zamieniłem hip-hopową czapkę z daszkiem na moherowy beret, ale w przyszłości, to kto wie...
W każdym razie, jeżeli ktokolwiek z Was spotka Kogoś, kto mamrocze zdrowaśki, to nie naśmiewajcie się z Niego, tylko pomóżcie Mu w Jego problemach. Najlepiej, gdybyście potrafili objaśnić sekrety fizyki kwantowej!!!


Komentarze
Pokaż komentarze (11)