Porównajmy człowieka biednego i bogatego.
Jeżeli zachorują na grypę, to 50-100 zł na lekarstwa dla biednego człowieka jest sporym problemem, ale jakoś je wyskrobie i tak samo się wyleczy, jak bogaty.
Jeżeli mają zapalenie płuc, biedny pójdzie do szpitala państwowego (bogaty do prywatnego) i też obaj się wyleczą.
Podobnie z osteoporozą, przeszczepami (większość jest refundowana przez ubezpieczenie), czy innymi chorobami obecnie leczonymi.
Rezultat jest taki, że średnia dożywalności ludzi bogatych wynosi pewnie 75 lat, a biednych 73 (fantazjuję, ale nie mam danych statystycznych).
Za 10-20 lat jednakże najprawdopodobniej sytuacja ulegnie diametralnej zmianie. Za pomocą nowoczesnych metod będzie można przedłużyć życie ludzkie, np., o 30 lat. Ale będzie to kosztować. Nie sto tysięcy złotych, ale na przykład 5 milionów (obecne złotówki, bez inflacji w przyszłości!!!). Oczywiście, o żadnych refundacjach takich terapii marzyć nie możemy.
Pojawi się wielka różnica pomiędzy długością życia tysięcy ludzi naprawdę bogatych i milionów dużo biedniejszych. Czy ludzie to zaakceptują? Warto już zacząć się nad tym zastanawiać...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)