Plucie na PO, że mamy kryzys w opiece medycznej ma sens tylko wtedy, kiedy sami sobie najpierw naplujemy, najlepiej w brodę.
PO było jedyną (oprócz marginalnej UPR) partią, która coś niecoś wspominała o prywatyzacji naszej medycyny. Niestety, kampania PiS (pamiętacię karetkę jadącą do prywatnego szpitala?) skutecznie przestraszyła PO, a wielbiciele PiS-u zamiast zareagować ostentacyjnym poparciem PO, dalej popierali socjalistyczny rząd Prawa i Ssprawiedliwości (społecznej, oczywiście).
Rezultat wyborów był taki, że ani PO nie czuje się na tyle mocna moralnie, aby prywatyzować szpitale (bo w kampanii wyborczej zaprzeczyli, że chcą tego), ani nie wygrali wyborów z poparciem ponad 50%, aby rządzić bez socjalistycznego PSL-u.
Niestety, demokracja jest takim "durnym" systemem, że Rząd w dużej mierze robi to, czego chcą Wyborcy. A Wyborcy są bardzo mądrzy, ale nie zawsze. W tym przypadku, każdy kto nie głosował na PO, niech więc sobie najpierw napluje na siebie, a dopiero potem na Tuska.
Myślę, że do prywatyzacji służby zdrowia i tak dojdzie mechanizmami oddolnymi poprzez rozwój prywatnych usług medycznych. Problem jednak w tym, że spowoduje to jeszcze większy stopień okradania nas przez państwo, bo haracz podatkowy na opiekę zdrowotną będzie mógł pójść na podwyżki w zupełnie zbędnym Ministerstwie Zdrowia i NFZ-ecie.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)