W życiu prywatnym możemy mieć własne oceny moralne różnych zachowań ludzkich. Możemy uważać, że ten kto dopuści sie aborcji, to jest takim samym mordercą, jak ten, co zakatrupił staruszkę i zabrał jej 100 złotych.
Prawo państwowe musi być precyzyjne. Jeżeli więc aborcja uznawana jest za morderstwo, powinna być karana dożywociem, tak samo jak za morderstwo staruszki.
Rzecznik Praw Obywatelskich ma więc rację: jeżeli gdzieś w prawie jest zapisane, że życie człowieka liczy się od chwili połączenia plemnika z komórką jajową, to oznacza, że żadnej aborcji, czy to płodu zdeformowanego, czy za zagrażającego życiu i zdrowiu matki, nie ma prawa nikt dokonywać. A jeżeli dokona- dożywocie bez możliwości skrócenia kary.
Księdzu, biskupowi, łatwo takie rzeczy twierdzić, bo nie mają żon (przynajmniej oficjalnie). Ale ilu mamy w Polsce żonatych Katolików, którzy zgodziliby się poświęcić życie swojej żony za urodzenie dziecka? 1 promil, a może dużo mniej. Bo, na szczęście, Prawo Naturalne jest dużo silniejsze od Praw Stanowionych (dlatego należy dążyć do tego, aby to stanowione nie było sprzeczne z naturalnym).
Dlatego zostawmy życie nienarodzonych dzieci w gestii ich matek. To One są jednością z dzieckiem przez 9 miesięcy. Jak ktoś sobie ucho utnie (jak Van Gogh), to za to do więzienia nie idzie. A jak już ktoś musi sobie nogi uciąć, bo ma cukrzycę, to spotyka się z powszechnym współczuciem (i słusznie).
Aborcja to tragedia matki i ojca. Karanie za nią to absurd, który wykazałem powyżej.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)