Młodzi ludzie kończą studia i nie znają zasady nieoznaczoności. Trudno, jakoś to mogę zaakceptować (choć z trudem).
Młodzi ludzie kończą studia i nie znają "Pierwszej brygady". Trudno, jakoś to mogę zaakceptować (choć z trudem).
Młodzi ludzie kończą studia i nie znają książek Mrożka. Trudno, jakoś to mogę zaakceptować (choć z trudem).
Ale zaakceptować nie mogę tego, że w XXI wieku zrozumienie socjobiologii wśród młodych ludzi jest równe zeru.
Kiedyś była taka historyjka, że młoda mężatka przyprowadziła do lekarza swojego męża, aby wytłumaczył mu, jak powinien spełniać swoje obowiązki małżeńskie. Kiedy zostali sami, lekarz powiedział nieuświadomionemu facetowi: "Zobacz Pan, jak to robią psy na podwórku, i zrób Pan to samo". Po pewnym czasie lekarz spotyka ową mężatkę i pyta, czy jest zadowolona. "O tak, jest fantastycznie, tylko żeby jeszcze mnie zawsze nie wyciągał na trawnik przed blokiem".
Pojmowanie przez ludzi socjobiologii przypomina właśnie tego męża z dowcipu. Oburzają się, że oni, istoty wyższe, mieliby zachowywać się jak te pawiany, czy nosorożce.
A chodzi o coś zupełnie innego. O zrozumienie tego, co dla nas jednostek, i co dla nas jako gatunku, jest pożyteczne (dobre, moralne, przyjemne), a co nie na naszym, ludzkim, XXI-wiecznym poziomie rozwoju fizycznego i umysłowego.
Na koniec pytanie (te są zawsze najciekawsze), które Was nieco naprowadzi na trop kierunku zastanawiania się nad sobą i światem.
Wyobraźmy sobie, że genialni naukowcy wymyślili pigułkę, którą jak się poda dziecku do lat pięciu, to będzie ono żyło co najmniej 150 lat, w wieku 120 lat będzie w formie fizycznej i umysłowej obecnego czterdziestolatka. Niestety, dziecko takie w przyszłości nie będzie mogło mieć swoich dzieci (będzie bezpłodne).
Kto z Was podałby taką pigułkę swojemu dziecku? Ja na pewno nie. I wiem dlaczego nie. Czy Wy wiecie dlaczego byście tego nie zrobili (a może zrobili?)?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)