Rodzice dają dzieciom jeść. Nikt nie ingeruje w to, czy dzieci jedzą krewetki, czy makaron, czy piją coca-colę, czy mleko.
Rodzice uczą dzieci modlitw. Jedni katolickich, drudzy islamskich.
Rodzice wychowują dzieci. Jedni wrzeszczą i używają pasa, drudzy dzieciom łagodnie tłumaczą, co jest dobre, a co złe.
Jesteśmy przekonani, że mleko jest lepsze od coca-coli, ale nikomu nie przychodzi do głowy, aby administracyjnie zabraniać rodzicom dawania dziecku coca-coli, tak jak nie chcemy, aby ktoś decydował, jakie modlitwy wkładamy dziecku do głowy.
Pytanie jest takie: Czy powinniśmy wobec tego utrzymywać przymus edukacyjny?
Z jednej strony, "wszystkie dzieci nasze są" i mamy ochotę zmusić pijaka, aby wysyłał swoje dzieci do szkoły, z drugiej strony, to kto daje nam moralne prawo ingerować w postępowanie innych rodzin?
Przyznam się, że nie bardzo mam zdanie wyrobione na ten temat. Może Wy coś doradzicie?





Komentarze
Pokaż komentarze (7)