Chyba nikt nie będzie za bardzo protestował, jeżeli napiszę, że w społeczeństwie każda rzecz powinna mieć swojego właściciela. Może to być właściciel pojedynczy, może być ich dziesięciu, tysiąc, a w skrajnym przypadku nawet wszyscy obywatele danego państwa.
Jakość funkcjonowania danego przedsiębiorstwa jest odwrotnie proporcjonalna do ilości właścicieli. Wystarczy popracować w spółce czysto-giełdowej, żeby się przekonać, że niewiele się różni od przedsiębiorstwa socjalistycznego.
Z tego względu chciałbym, aby jak najwięcej szkół stało się czysto prywatnymi.
Własność polega na tym, że daną rzecz można w każdej chwili sprzedać. Obecnie, jeżeli szkoła "należy" do gminy, czy państwa, nie oznacza to wcale, że można ją sprzedać. Wręcz przeciwnie. Nie można. Czyli szkoła ma właściciela i go nie ma.
Dlaczego ktoś chciałby szkołę sobie kupić? Ano, bo edukacja to jeden z lepszych interesów. Interes będzie (po reformie) jeszcze lepszy, bo wszyscy rodzice za edukację swoich dzieci by płacili. Warto się cofnąć parę notek wstecz, aby się dowiedzieć, że pieniądze (ewentualnie bony edukacyjne) by pochodziły z mniejszych składek emerytalnych, bo jak pisałem, to obecne dzieci będą pracowały na emerytury także tych, co dzieci nie mają.
Dzięki egzaminom (poprzednia notka), dzięki opinii dzieci, a także swojej własnej, rodzice będą mogli sobie szkoły wybierać w zależności od ceny i poziomu.
Wyższość prywatnej własności nad państwową polega na tym, że gymbusów nigdy by nie zabrakło, nauczyciel musiałby uczyć, w razie czego łatwo można byłoby go zwolnić, i zatrudnić lepszego.
Prywatyzacja szkół to nie jest proces na pół roku, czy rok. Ale nawet jak gmina będzie właścicielem przez jakiś czas, to nic się strasznego nie stanie, bo uczciwy (tacy będą po następnych wyborach!!!) urzędnik będzie starał się doprowadzić szkołę do rozkwitu, aby drożej ją sprzedać.





Komentarze
Pokaż komentarze (12)