W części II najważaniejsze założenia dla przykładowego Wydziału Politechniki były takie:
* Ilość studentów: 300 + 30 doktorantów.
* 5 profesorów + 10 adiunktów
* Koszt aparatury, materiałów i pracy ludzkiej: ok. 20 mln zł rocznie
Pytanie, jak takie 20 mln wytrzasnąć? Obecnie z budżetu Państwa taki Wydział dostaje 10-20% tego, co potrzeba, dlatego mamy to, co mamy, czyli poziom Bangladeshu.
W założeniu, opisywanym, wcześniej, studia są płatne, np., 5000 zł rocznie (z kredytu bankowego). 300 studentów daje "raptem" 1,5 mln zł. W sam raz na pensje, ale nie na "high-tech", konieczny, aby studia były na najwyższym poziomie.
5 profesorów jest w stanie "zalatwić" 2-3 granty europejskie lub polskie. Jak dobrze by poszło, to milion rocznie dałoby się wycisnąć.
Jak widać, bez zakładania firm high-techowych, nawet z pomocą polskiego Państwa, porządnego Wydziału Politechniki nie da się utrzymać. W Niemczech, Finlandii, krajach bogatszych od nas kilkukrotnie, 20 mln zł jakoś się znajduje, ale my nie chcemy czekać 50 lat, zanim się znajdziemy na obecnym etapie rozwoju tych krajów. A poz tym, uczelnie niemieckie dalej odstają od amerykańskich, i trwa tam (w Niemczech) wielka debata, co zrobić, aby wyjść z socjalistycznego układu w wyższej (i nie tylko) edukacji.
Jak zarobić na firmach high-techowych pączkujących z Politechniki?
Na pewno nie na zyskach z produkcji (royalties za udzieloną licencję na technologię), bo zanim fima osiągnie produkcję wielomilionową, to trwa ładnych parę lat. A pieniądze są potrzebne szybko.
Otóż jak ja sobie to wyobrażam, to kluczem do sukcesu jest zatrudnienie odpowiednich 5 profesorów. Każdy z takich profesorów, oprócz umiejętności przekazywania wiedzy, musi mieć pomysł na uruchomienie z Politechniki nowej firmy w ciągu 10 lat. Jeżeli takowego nie ma, to jest trąba, a nie profesor nauk technicznych.
Czyli co dwa lata (po okresie rozruchowym) Wydział powinien uruchamiać nową firmę.
Uruchomienie takiej firmy powinno dawać Politechnice 10-15 milionów zł rocznie.
Skąd:
- sprzedaż 50-80% udziałów prywatnemu inwestorowi (resztę dostają twórcy technologii), co powinno dać ok. 20 mln (co dwa lata) za taką pączkującą firmę,
- wykonywanie grantu wdrażąjącego na zlecenie inwestora kupującego firmę, np., 2 mln zł, przy czym, jak napiszę w dalszych częściach mojej reformy nauki, każda złotówka na badania z prywatnego, czy europejskiego funduszu, byłaby wspierana złotówką z budżetu państwa.
Wszystko to łatwe nie jest, ale NIE JEST NIEMOŻLIWE. Najważniejsze to przełamać barierę psychologiczną i obawę przed prywatyzacją uczelni, przed komercjalizacją technologii, przed wyrzucaniem z pracy zbędnych profesorów i adiunktów, i szukaniem najlepszych na świecie.





Komentarze
Pokaż komentarze (2)