Z okazji nagrody dla prof. Hallera zostałem kilka razy wywołany do dyskusji na temat relacji wiary i nauki.
Proszę bardzo. Czynię parę uwag na ten temat.
Znam wspaniałych naukowców bardzo religijnych i znam wspaniałych naukowców ateistów. Podobnie znam naukowców beznadziejnych obu kategorii.
Znam też wspaniałych naukowców, którzy mają duże rodziny, ale znam też wspaniałych naukowców żyjących samotnie.
Z moich obserwacji nie ma żadnej eksperymentalnie weryfikowalnej zależności, czy dobre wyniki w badaniach naukowych są związane z byciem ateistą, czy nie.
Rzecz w czymś innym.
Otóż należy rozróżnić wiarę w ramach konkretnej religii od wiary w jakiś supernaturalny, niedefiniowalny, byt.
Ta pierwsza forma religii jest oparta na historii, a że historia jest też nauką, w tym sensie religia jest ściśle związana z naukami historycznymi.
Otóż moja (dość mało odkrywcza) teza jest taka, że historyczne badania naukowe mogą dowieść istnienia Jezusa, Mojżesza, ale nie mogą dowieść boskości tego pierwszego. Wszelkie cuda, typu niepokalane poczęcie, chodzenie po wodzie, zmartwychwstanie, itp., są traktowane przez naukę historyczną identycznie, jak pokonanie Węża Midgardu przez Thora, czy zapłodnienie Ledy przez Zeusa pod postacią łabędzia.
Historyk może napisać w swojej pracy, że ludzie od 2000 lat wierzą w te cuda, ale nie może przedstawić żadnego dowodu, że dany cud się wydarzył.
Podobnie zresztą Instytucja KK może dowodzić, że JPII uczynił najrozmaitsze cuda, ale żadna licząca się instytucja naukowa nie podpisze się pod stwierdzeniem, że takie cuda były. Chyba, że za cud uważa się to, co przysłowie określa poprzez „wiara góry przenosi”, tzn., że jak człowiek bardzo wierzy, że go bioenergoterapeuta wyleczył, to wbrew medycznym rokowaniom, zdrowieje.
Jest też drugi sposób wierzenia, nie w konkretnej religii, tylko w jakąś kosmiczną siłę, która wszystkim steruje. Ma to pewną wyższość nad „zwyczajną” religią, bo tacy ludzie próbują za wszelką cenę zgłębić tajemnice Wszechświata, podczas gdy szukanie dowodów boskości Jezusa w pismach historycznych jest stratą cennego czasu.
Natomiast sam fenomen religii jest bardzo wdzięcznym obiektem do badań psychologów, neurofizjologów, socjologów, politologów, i wspomnianych historyków. Niestety, w naszym, religijnym kraju, nie ma odważnych, aby takie badania prowadzić.





Komentarze
Pokaż komentarze (14)