Wielki Tydzień się zaczyna, czas najwyższy się zastanowić... Dzisiaj wieczorem zastanawiam się nad sensem katorgi Jezusa. Im dłużej się zastanawiam, tym mniej pojąć mogę. Jak można uważać, że czyjaś męczeńska śmierć spowoduje, że grzechy innych zostaną odpuszczone? Przyznam się, że gdybym miał (hipotetycznie) niezbity dowód, że Bóg swojego Syna skazuje na męczeństwo, to bym był pierwszy, który by wszystko robił, aby z takim Bogiem walczyć. Na szczęście, dowodu takiego nie mam, więc mogę się czym innym zajmować.
Ofiara ze swoich najbliższych pojawiała się w wielu religiach. Podejrzewam, że stała za tym sadystyczna chęć władców (pomazańców boskich) pokazania, że są panami życia i śmierci swoich poddanych. Jak taki biedak oddał córkę, to musiał sobie wytłumaczyć, że jest nikim, a pan jest wszystkim. I nagle powstaje religia, gdzie role się odwróciły. To Bóg oddaje swojego Syna ludziom, aby Go zakatowali. Nagle człowiek staje się równy Bogu, a nawet więcej, to Bóg stawia się w pozycji tego słabszego, którego można zakatować. Stąd wielka popularność nowej religii.
Ale może Wam się podoba, że Bóg oddał na zakatowanie swojego Syna dla Waszego zbawienia?





Komentarze
Pokaż komentarze (13)