Tyle notek o patriotyzmie, że aż nie sposób nie zabrać głosu w tej sprawie...
Dla mnie sprawa wygląda tak:
Dla maksymalizacji ilości naszego materiału genetycznego opłaca się dbać najbardziej o naszą najbliższą rodzinę. Mamy patriotyzm rodzinny.
Kiedy rodziny łączą się dla skuteczniejszego polowania, czy uprawy roli, i powstaje plemię, mamy do czynienia z patriotyzmem plemiennym.
Kiedy plemiona łączą się dla obrony przed innymi zjednoczonymi plemionami, albo dla ataku na inne plemiona, powstaje naród. I patriotyzm narodowy.
W pewnym momencie narody łączą się we wspólne organizacje dla tańszego gospodarowania, zespołowej ochrony środowiska. Mamy wtedy patriotyzm ponadnarodowy.
Jak spojrzymy na świat historycznie, to patriotyzm oznacza wspólnotę duchową, organizacyjną i materialną z coraz większą ilością ludzi. Związane jest to z coraz większą dostępnością różnych dóbr doczesnych, a przede wszystkim, pożywienia.
Przed 200 laty pan hrabia czuł się świetnie w Warszawie, Paryżu, czy Neapolu. Jadł prawie to samo, spotykał się z takimi samymi ludźmi, mającymi takie same zainteresowania. Ale już chłop spod Białegostoku nie czuł żadnej więzi psychicznej z robotnikiem z Hamburga. Dlatego tak łatwo było naszczuć jednego przeciw drugiemu.
Obecnie, kiedy sklepikarz z Holandii spotka polskiego naukowca, mają mnóstwo tematów wspólnych, porozumiewają się bez problemu, kupują w identycznych sklepach, jeżdżą identycznymi samochodami, mieszkają w podobnych domach. Jeden i drugi mogą czuć się patriotami Europy.
Ale jednocześnie, dla jednego i drugiego nadal najsilniejszy patriotyzm jest rodzinny, potem plemienny, narodowy, a na końcu ponadnarodowy. Ważne jest jednak, że taki patriotyzm w ogóle się pojawia, bo to jedyna gwarancja, że ludzie nie będą się więcej wzajemnie zabijać podpuszczani przez ideologicznych i religijnych maniaków.





Komentarze
Pokaż komentarze (34)