Tymoszenko- 45,47%, Janukowycz-48,95%. Razem zgodnie z zasadami matematyki ma to dać sto procent. Nie dało. Mniej więcej tak jakby w brydżu jedna para wzięła 6 lew, a druga 5 i nas tym koniec.
Dziwaczna była to rozgrywka. Z kretesem przegrał wcześniej Juszczenko. W drugiej turze przegrała Tymoszenko. Janukowycz też (prawdopodobnie) otrzymał mniej niż połowę ważnych głosów. Niestety reguły demokracji nie przewidują możliwości nie wygrania wyborów. Padło więc na Janukowycza, głównie dlatego, że dawno nie rządził.
Na marginesie... Dość częste są ataki pod adresem prezydenta Kaczyńskiego, bądź z drugiej strony barykady pod adresem Tuska czy Sikorskiego. Ale dobrych rozwiązań w sprawie Ukrainy nie ma. Priorytetem naszej polityki zagranicznej jest zabezpieczeie się od strony Rosji. W efekcie musimy popierać niepodległą Ukrainę, niepodległą Gruzję, a nawet niepodległą Białoruś. Skoro patronem niepodległej Ukrainy został Stepan Bandera to... no właśnie z jednej strony logicznie należałoby ten fakt popierać, ale z drugiej nie wolno nam tego popierać. Musimy, ale nam nie wolno. Czyli nie możemy prowadzić żadnej sensownej polityki wobec Ukrainy.
Ale jeszcze większy problem z Ukrainą mają sami Ukraińcy. Zapewne zdecydowana część z nich, również tych ze wschodniej Ukrainy, popiera niepodległość swojego państwa. Ale nie popierają nikogo z oficjalnej oferty wyborczej. Związek Radziecki rozpadł się wskutek odgórej decyzji. Nowa scena polityczna w nowo powstałych państwach mogła podzielić się albo na młodych postkomunistów przeciw starym postkomunistom. Albo liberalni postkomuniści kontra konserwatywni postkomuniści. Albo zachodni postkomuniści kontra wschodni postkomuniści. Poza postkomunistami nie było innych sił politycznych, nie było opozycji. I tak pozostało, co pokazuje nie tylko dzisiejsza Ukraina, ale i Gruzja.
Ukraińcy powiedzili NIE postkomunie- taki jest prawdziwy wynik wyborów. Ale prawa demokracji są bezlitosne. Postkomuna rządzi dalej w PostZSRR.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)