Akurat udało mi się wczoraj oglądnąć "Quiz show" Roberta Redfoda. Pierwszy raz od deski do deski. A skąd to skojarzenie z olimpadą w Vancouver? To chyba elementarne.
Sport w wydaniu wyczynowym, zwłaszcza olimpijskim, dawno przestał już być czystym sportem. I jest to truizm niegodny dalszego rozwijania. Właściciele olimpiady, stacje telewizyjne i reklamodawcy chcą nam pokazać show, którego głównym kryterium jest oglądalność (a jest szansa na kilka miliardów telewidzów!) A i my, szarzy telewidzowie też chcemy zobaczyć sprawnie zrealizowany show, może być nawet w nim trochę uczciwej rywalizacji, to zawsze dodaje smaczku.
Przed olimpadą oczywiście niezbędne było odpowiednie podgrzanie atmosfery przez dziennikarzy sportowych TVP. Głownie jeśli chodzi o spodziewane polskie medale. Cztery, w najgorszym wypadku trzy. Bo na pewno Justyna, która jest królową i wygrywa wszystko co chce, zdobędzie ze dwa. I na pewno Adam, który się już odnalazł i znów bije rekordy skoczni i oglądalności przynajmniej jeden. A jeszcze lwi pazur powinien pokazać Tomasz... a może będzie jakaś miła niespodzianka...
A co jeśli niespodzianka będzie niemiła...?
Przypomina mi się Lake Placid...
Olimpiada zimowa 1980 (30 lat temu !!!- jak ten czas leci). Wtedy też zapowiadano trzy, cztery medale. Na papierze wyliczenia się zgadzały. Józef Łuszczek był aktualnym mistrzem świata (i dodatkowo brązowym medalistą) w biegach narciarskich. Erwina Ryś- Ferens miała brązowy medal mistrzostw świata w łyżwiarstwie szybkim. W skokach narciarskich mieliśmy dwie poważne szanse: Piotr Fijas (brąz w mistrzostawch świata na "mamucie") i Stanisław Bobak (3 miejsce w Pucharze Świata). Na papierze medale były, w rzeczywistości wyszło ZERO czyli NIC.
Mam nadzieję, że obecna ekipa jest lepiej przygotowana, a zwłaszcza lepiej zorganizowana. Ale inni też trenują i też będą walczyć w Vancouver. Więc na wszelki wypadek wylewam ten kubełek zimnej wody. Dla zahartowania. Na wypadek gdyby skończyło się na jednym, jedynym brązie Justyny.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)