hebi hebi
56
BLOG

Wankuwer, czyli organizacyjna wtopa

hebi hebi Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Na wstępie zaznaczam, że nie chodzi o żadne wtopy polskiej ekipy. Na razie idzie dość przyzwoicie. Co prawda ktoś obudził Adama telefonem w środku nocy (stara sportowa sztuczka), a Tomaszowi upuszczono sporo krwi (to trochę nowsza sztuczka, ale powinna być znana już opiekunom naszej ekipy). No cóż, wystarczyło umieścić Tomasza w pokoju np. Justyny i miałby spokojną noc (też stara sztuczka, nie tylko sportowa).

Wtopa pierwsza- zapalenie olimpijskiego znicza.

Sama uroczystość otwarcia była nawet ładna od strony artystycznej, choć ze sportem umiarkowanie związana. Ale kulminacyjym momentem ceremonii miało być zapalenie znicza olimpijskiego. Sztafeta z ogniem wbiegła na stadion, potruchtała chwilę... i zamarła na dobrą minutę. Po uroczystościach okazało się, że zaciął się lewarek podszoszący jeden ze zniczy. Od pewnego czasu w modzie jest maksymalne udziwnianie momentu zapalenia znicza. Idąc tym tropem Wayne Gretzky powinien wstrzelić do znicza zapalony krążek hokejowy. Zamiast tego organizatorzy wykombinowali właściwie niewiadomo co. Trzy lub cztery znicze w hali, a potem dodatkowy (a może jednak główny?) znicz na zewnątrz. Zupełny chaos koncepcyjny, a w dodatku zawiodła jeszcze technika...

Wtopa druga- śmierć saneczkarza.

owinna być na pierwszym miejscu. Niby winnym jest sam saneczkarz- popełnił błąd, wypadł z trasy. Ale kiedy alpejczyk wypada z trasy zjazdu ma szansę w postacu hamujących siatek i osłon na drzewach. Tu natomiast jakiś dyplomowany idiota postawił metalowe filary pół metra od toru. Nieszczęsny Gruzin dosłownie rozsmarował sie na jednym z nich jak bohaterowie amerykańskich kreskówek dla dzieci. Oczywiście winnych nie ma (wśród organizatorów), ale cichaczem, w nocy, przekonstruowano co się dało na trasie i teraz jest wszystko OK, jak gdybu nigdy nic.

hebi
O mnie hebi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości