Na początek cytat z przed kilku dni:
O katastrofie w Smoleńsku i jej znaczeniu dla polskiej polityki mówi w wywiadzie dla „Le Monde” Jérôme Heurtaux, wykładowca nauk politycznych na Université Paris-Dauphine, specjalista od kwestii polskich: […] Hegel powiedział kiedyś, że wielkie wydarzenia historyczne zawsze mają miejsce dwa razy. Pierwszy raz jako tragedia, drugi raz jako farsa. Masakra polskich oficerów w 1940 była epizodem tragicznym i stała się elementem polskiej pamięci. „Tragedia w Smoleńsku”, jak nazywają ją media, a niektórzy obserwatorzy nazywają nawet drugim Katyniem, jest tragedią ludzką, ale z uwagi na swój absurdalny charakter wydaje się farsą. (tłum. i oprac. Paweł Mościcki)
Otóż słowo "farsa" pasuje jak ulał do (nie)obecności dziesiątków głów państw zachodnich.Najpierw wszyscy się zgłosili (dobrowolnie przecież- to miały być uroczystości bardziej narodowe niż międzynarodowe). Spis spodziewanych gości był imponujący- komplet państw Unii Europejskiej- w najgorszym razie w randze ministra sprawa zagranicznych... A potemdość solidarnie wszyscy zrezygnowali (z bodaj jednym wyjątkiem prezydenta RFN)... Pretekst był, nie da się zaprzeczyć, wybuch wulkanu to poważna rzecz. Tyle że niespodziewany przylot premiera Maroka zamienił to w farsę. Okazało się że nie było przeszkód nie do pokonania w przylocie do Krakowa... Udowodnili to także przylot prezydenta Rosji, Gruzji, Ukrainy...
Jedno z dwojga- albo Europa Zachodnia jest tak bardzo zacofana technicznie i organizacyjnie,że nikt nie jest w stanie opracować sensownej alternatywy (lot na niskiej wysokości, lot z przesiadką w sąsiednim państwie). Albo Europa Zachodnia ma nas w tak zwanym DUżym POważaniu. I w jednym i drugim przypadku powinniśmy się trzymać od niej z dystansem.
Tak jak w roku 1939... Pełne poparcie i solidarność... Ale brak możliwości... Historia powtarza się- jako FARSA.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)