Kilka dni temu zamieściłem notkę o podobnym tytule i ku mojemu zaskoczeniu pojawiła się przy niej spora liczba komentarzy. To znaczy że temat jest gorący, tymczasem ogłoszenie choćby wstępnych rezultatów prac oficjalnej komisji przesuwa się coraz bardziej w czasie...
Bardzo dużo mówi się o TAWS. Wiadomo, że TU-154 był w taki system wyposażony, trwają natomiast spekulacje, po pierwsze czy ten system był właczony czy nie, po drugie czy wprowadzono do niego odpowiednie poprawki pogodowe. Otóż z rozmowy z płk Tomaszem Pietrzakiem wynika że TAWS nie powinien w katastrofie odgrywać decydującej roli. Mały cytat z RMF24: Procedura zakazuje używania systemu TAWS na lotnisku w Smoleńsku - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM płk Tomasz Pietrzak.
Zaciekawiło mnie to i sprawdziłem kilka rzeczy. Po pierwsze wypowiedź płk Pietrzaka jest odrobinę zmanipulowana. Dokładny cytat z wywiadu brzmi: "Nie wiem, czy wyłączyli czy nie. Po prostu wydaje mi się, że instrukcja, która mówi o tym urządzeniu - po prostu jest zakazane używanie tego urządzenie, kiedy jest ciśnienie QFE czyli wysokość względna od wysokości lotniska". Czyli zabronione warunkowo, a nie całkowicie. Ale to w sumie drobiazg.
Z drugiej strony mamy liczne opinie ekspertów, że nigdy dotąd samolot wyposażony w TAWS nie uległ tego typu katastrofie. Mam jednak wrażenie że są to raczej zapewnienia producentów TAWS o charakterze lekko reklamowym. TAWS jest dziś standardowym wyposażeniem samolotów pasażerskich (przynajmniej renomowanych linii lotniczych), tymczasem zderzenia samolotu z terenem zdarzają się i dziś. Prawda, zazwyczaj wynika to z dodatkowych problemów technicznych lub bezpieczeństwa.
Przede wszystkim TAWS nie jest systemem nawigacyjnym, a jedynie systemem ostrzegania przed przeszkodami terenowymi.Pochodzi jeszcze z lat 70-tych a jego celem było ostrzeganie załogi, że samolot znajduje się zbyt nisko w stosunku do najwyższego wzniesienia w okolicy. Zapewne dzisiejsze wersje TAWS są dużo bardziej dokładne, dysponują dokładniejszymi modelami terenu i współpracują z GPS, ale to jeszcze mało. Zbyt mało by porównać z systemami nawigacyjnymi znanymi z filmów wojenych z pociskami samosterującymi typu niegdysiejszy "Tomahawk". Generalnie system TAWS bazuje na pośrednich pomiarach wysokości przy pomocy pomiarów ciśnienia atmosferycznego, a jego dokładność bez dodatkowych korekt jest rzędu dziesiątków metrów w pionie.
Załoga nie może więc lądować według TAWS, musi mieć albo dodatkowe precyzyjne oprzyrządowanie nawigacyjne, albo wystarczającą widoczność. Pierwszego chyba nie miała, drugiego tym bardziej nie... Koło się zamyka...


Komentarze
Pokaż komentarze