hebi hebi
56
BLOG

Nuż w tważy cz. II

hebi hebi Polityka Obserwuj notkę 1

Obiecałem w pierwszej części, że napiszę teraz o prawach ucznia. Szczerze pisząc, wcale nie miałem takiego zamiaru. Chciałem bowiem najpierw napomknąć o moich doświadczeniach szkolnych z lat 70-tych, czyli o GITOWCACH. Dostałem jednak komentarz od Pandorry... no, i w rezultacie gitowców postanowiłem przenieść do odcinka nr 3. Otóż Pandorra pisze "moim zdaniem winę ponosi ojciec".

Owszem, za wychowanie córki szczególną i główną odpowiedzialność ponosi jej ojciec. Również i jej matka. Ale za jej zachowanie na terenie szkoły nie. Na terenie szkoły uczeń i uczennica wykonują polecenia nauczyciela, dyrektora szkoły, kuratora i ministra oświaty. Ojciec i matka teoretycznie mają (przynajmniej za moich czasów jeszcze mieli) prawo wejść do szkoły i być obserwatorami lekcji swojego dziecka. Bez prawa głosu. Rodzice mogli jeszcze zgłaszać swoje opinie o szkole nauczycielowi, wychowawcy, dyrektorowi etc, ale były to opinie absolutnie niewiążące i nieszkodliwe, no chyba że rodzic akurat był I Sekretarzem Partii.

Rodzice w szkole nie mają żadnych praw.Prostuję- prawie żadnych. Fakt, że mogą wybrać pomiędzy religią a etyką i ew. jeszcze zrezygnować z posyłania dziecka na lekcję WF (ale to jest praktyka poza prawem). Z lekcji języka polskiego lub matematyki zrezygnować nie mogą. No dobrze, wiem że trzeba się uczyć języka polskiego i matematyki, bo tak trzeba. Nie będę nihilistą i anarchistą i nie nie zamierzam polemizować z twierdzeniem, że Słowacki wielkim poetą był. Ale choćby metody nauczania mogą być bardzo, bardzo różne.

Jako student przeżyłem ciężki szok podczas obserwacji zajęć w szkole podstawowej (nauczanie początkowe!). Otóż na lekcji polskiego okazało się że dzieci wymawiają nazwy liter systemema, by, cy, dy, podczas gdy ja uczyłem się wymowy a, be, ce, de. Różnica totalna i nie do przejścia dla dziecka. Z kolei na lekcji matematyki okazało się że dzieci są uczone poprzez teorię zbiorów (ile liczy zbiór jabłek, jeżeli do zbioru jednego jabłka dodamy zbiór dwóch jabłek), podczas gdy ja uczyłem się poprzez "zwykłą" algebrę (jedno japko dodać dwa japka to są trzy japka).Każda metoda jest dobra, ale jak ojciec ma się dogadać z córką w domu, jeżeli ta twierdzi że a plus by równa się CY, a on że równa się CE. Oczywiście, że podbudowana autorytetem szkoły państwowej, przyszła obywatelka III RP trzaśnie w tym momencie np. drzwiami i uzna swojego ojca za debila.

Debila i zboczeńca, bo wiadomo że wszyscy ojcowie gimnazjalistek to zboczeńcy, no ale to już inna sprawa, której nie zamierzam w żadnym wypadku rozwijać.

hebi
O mnie hebi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka