hebi hebi
109
BLOG

Życie codzienne ucznia w Polsce (nuż w tważy cz. VIII)

hebi hebi Polityka Obserwuj notkę 0

W odróżnieniu od poprzedniej notki, ten wpis ma charakter poważny i jest oparty na faktach. Chodzi mi o przemilczaną sprawę pracy uczniów w nadgodzinach. Bo chyba nikt nie ma watpliwości, że nauka w szkole jest rodzajem pracy.

Po wpisaniu hasła "plan lekcji" pierwsza w wyszukiwarce pokazała się strona II Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Anny z Sapiehów Jabłonowskiej w Białymstoku. Niech będzie. Na samym początku klasa Ia. Poniedziałek: Matematyka, Matematyka, Fizyka, Chemia, WF, PO, Historia, DSD II, DSD II (dla wyjaśnienia DSD II to język niemiecki na niemieckim poziomie). Razem 9 (słownie: dziewięć) godzin. Wiem- lekcyjnych, nie zegarowych, ale w sumie uczniowie startują o 8.15, a kończą o 16.25. Czyli ponad osiem godzin. Prawda że w zamian w piątek mają tylko 7 godzin, więc niby zasada 40 godzinnego tygodnia ptacy jest zachowana...

Niby, bo przecież w domu czeka na uczniów obowiązkowe odrabianie zadań, przygotowanie do sprawdzianów, odpytywań etc. Zdaje się, że jest to szacowane na połowę czasu nauki szkolnej. Owszem nie wszystkie zajęcia (np. WF) wymagają pracy w domu, ale przecież licealista (i nie tylko) powinien mieć jeszcze dodatkowe zaintresowania i zajęcia pozaszkolne.  Jakby nie liczyć mamy bite 10-12 roboczogodzin pracy ucznia dziennie. Wszelkie zasady BHP przekroczone. 

Oczywiście, zdarza się że i dorośli zasuwają w pracy po 12 godzin dziennie, ale po pierwsze są dorośli, po drugie robią to za dodatkowe pieniądze lub za obiecany awans w pracy, po trzecie ciągną tak przez np. przez 10 lat, a potem mówią: dziękuję, mi już wystarczy. I po powrocie z ciężkiej pracy dorosły sobie zasiada wygodnie w fotelu i ogląda dowolnie wybraną telenowelę. W tym czasie jego dzieci siedzą grzecznie nad zeszytami i książkami, albo mniej grzecznie, ale chyba bardziej rozsądnie, uciekają z domu odpocząć z kumplami na trzepaku i może zrobić dla odprężenia jakąś małą rozróbę.

Praca domowa w niedzielę to też jest normalność polskich uczniów i jakoś nie słyszałem, by księża bili z tego powodu na alarm, natomiast o zmuszaniu kasjerek supermarketów do pracy w niedzielę księża grzmią z ambon (w przenośni oczywiście)...

To o ilości pracy, a teraz o jakości. Tylko w jednym aspekcie, właśnie ułożenia planu lekcyjnego. Klasa Ia przeważnie chodzi do liceum rano, ale we wtorki wyjątkowo na 11.00, czyli kończy o 18.05, czyli licealiści wracają do domów w zimie ciemnym wieczorem. Pomijając kwestie bezpieczeństwa, czeka ich jeszcze nocna nauka w domu, bo w środę o 9.10 jest matematyka, potem angielski, czyli przedmioty dość wymagające...

I na koniec czwartek, gdzie po 2 godzinach niemieckiego trzeba lecieć do sali gimnastycznej na WF i szybko się przebrać. Po jednej godzinie WF zmęczeni uczniowie biorą prysznic (o ile biorą), szybko się przebierają ponownie, po czym być może lekko spóźnieni wpadają na biologię. Niezła przeplatanka. Kto z dorosłych wytrzymałby takie ostre tempo...

Towarzysz Lenin dał wyzyskiwanej klasie robotniczej ośmiogodzinny dzień pracy i godziwe jej warunki. O najbardziej wykorzystywanej klasie- klasie szkolnej niestety zapomniał... Czas więc na konkluzję. W następnej, już ostatniej notce...

 

hebi
O mnie hebi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka